Tuesday, 30 June 2015

Sen



Śni ci się czasem polowanie na zło?


Właśnie wybudziłem się z najgorszego koszmaru od lat. Jeśli tak ma wyglądać zrywanie z nałogiem, chyba zacznę wcześniej wstawać.

We śnie były latające sanie, renifery i dużo śniegu. Naprawdę dużo śniegu. Na jednym stole wysypałem fetę, na drugim Frano wysypał koks. Był też ktoś trzeci, dziewczyna. Mieliśmy już mieszać prochy gdy pod dom podjechało auto i dziewczyna mówi: To Frances! Wróciła! Zwijamy się! Wcześniej była wolna chata. Chowam się w pokoju tuż przed tym jak otwierają się drzwi frontowe, zanim znikam mówię im jeszcze: schowajcie koks...
W pokoju jest Domi, niewyraźna, obecna niemalże tylko głosem, jak duch. Jest też zeszyt... Gdy tylko pomyślę o zeszycie przechodzą mnie dreszcze, wszystkie włoski na ręce stają dęba w napadzie gęsiej skórki. Domi pyta czy słucham Comy, pyta współczująco, lecz za tym współczuciem kryje się oskarżenie. Mówię że czasami (kłamię, nigdy nie słyszałem żadnego kawałka, czytałem jedynie ze dwa teksty) a ona wtedy przewraca kartkę (znów dreszcze, do tego szklanki w oczach) i na następnej stronie jest coś dziwnego. Pyta czy to moje.

Na kartce jest czerwony wzór, który nieco przypomina pismo. Być może takim językiem posługują się w piekle. Gdy TO widzę, mówię tylko Jezu i wpatruję się zahipnotyzowany. Wcześniej są jakieś słowa lecz urywają się i wtedy wzór rozpoczyna swój ohydny taniec na papierze do końca strony. Jest dużo skrzyżowanych linii i te krzyżyki są potworne, pochylone, plugawe, przywodzą na myśl las krzyży, masowe groby, Golgotę, las krzyży a do każdego przybita postać w agonii, przywodzą na myśl ślady jakie mogą zostawić zakrwawione paznokcie drapiące w panice po ścianie. Linie są cienkie, zawijają się i przecinają nawzajem, w jakiś sposób patrzenie na nie boli, wypacza umysł, wykracza poza racjonalne pojmowanie świata. Lepiej tego nie opiszę, to jakby opisywać kolory daltoniście.

Gdybym chciał odtworzyć linie, straciłbym rozum.
Gdyby mi się udało je odtworzyć i pokazać, mógłbym wywołać niekontrolowaną rzeź, jak w la Fin Absolute du Monde - to historia o filmie z aniołem w roli głównej. Bóg zsyła na ziemię anioła, a ten spotyka reżysera. Reżyser kręci film nad wszystkie filmy, absolutny hit, w którym to odcina aniołowi skrzydła na wizji. Stopklatka.

Budzi mnie pojedynczy dźwięk dzwonu z kościoła nieopodal.

No comments:

Post a Comment