Doba za dobą, ja to pandemonium widzę
Nawet jeśli sam zginę w ogniu wszystko to opiszę
Wszystko znika mi
Nie widzę nikogo z was
Podążam sam gdzieś (sam gdzieś...) na drugi pas
Niewiele mogę zrobić
Mogę już tylko krok
Lecz jeśli zrobię go (zrobię go?)
Stracę swą moc
Nie widzę nikogo z was
Podążam sam gdzieś (sam gdzieś...) na drugi pas
Niewiele mogę zrobić
Mogę już tylko krok
Lecz jeśli zrobię go (zrobię go?)
Stracę swą moc
Ja, kiedy zaczynałem, nie byłem zadowolony, jak długo przyjaciele chwalili mnie. Kiedy zamilkli, pomyślałem: oho! No, a gdy posypały się rady, żebym przestał, że zaułek, że ślepa droga, że się kończę, wiedziałem już, że wszystko dobrze.
Może już lepiej nie pisz nic
Bo to co masz dla mnie to mniej niż nic
Znam pewien kawał. Niejednokrotnie opowiadałem go na melanżach, jeszcze w czasach gdy ludzie uważali mnie za osobę dowcipną. A szło to tak: pewnego dnia trzech kumpli wybrało się na ryby. Oczywiście złowili złotą rybkę, a ta mówi:
- Wiecie co wieśniaki, jestem dziś w dobrym nastroju, więc każdy z was dostanie po trzy życzenia jeśli tylko puścicie mnie wolno.
Podekscytowane chytruski dłufo się namyślają i w końcu pierwszy mówi:
- Ja to chciałbym mieć villę o stu pokojach i z basenem, drugie to git Ferrari 250 GT, byle nie rysorak, bo ty pewnie jesteś cwana rybka, cwana i swawolna, no i ostatnie to milion dolarów w gotówce. Nagle jeb! i spełniło się.
Drugi mówi tak:
- Ja to chciałbym być sławnym aktorem, byle nie w produkcjach sadomaso, bo ty jesteś pewnie łajdacka rybka, chciałbym być sławnym piłkarzem, byle nie z San Marino czy innych Wysp ciulowych, bo ty pewnie jesteś psotna rybka. No i do tego chciałbym żeby każda kobieta mnie pragnęła, byle nie wszystkie naraz, jakoś tak z ładem i składem. Nagle jeb! i spełniło się.
Trzeci gagatek strasznie długo się namyśla i w końcu mówi tak:
- Ja to chciałbym po pierwsze żeby lewa ręka cały czas mi latała w przód i w tył, o tak. Po drugie, żeby druga ręka cały czas mi chodziła z góry na dół i spowrotem, o tak. No i po trzecie i najważniejsze, chcę żeby głowa mi się cały czas kręciła, o tak.
reszta patrzy z konsternacją. rybka mówi:
- Co kurwa!? ty wiesz że życzenia nie można cofnąć...
Lecz nasz nicpoń jest pewny siebie.
- Spoko, wiem co robie - mówi. No więc jebudu! i spełniło się.
Urwipołcie postanowili spotkać się ponownie za rok żeby zobaczyć, jak im się wiedzie na nowej drodze życia. Po roku pierwszy mówi:
- Chłopaki, jest zajebiście, robię melanże nie z tej ziemi, mam forsy jak lodu, drinki, striptizerki, koktajle w wannie, co za życie!
Drugi mówi:
- Chłopaki, jest czadowo, zapraszają mnie na melanże nie z tej ziemi, gdzie nie pójdę proszą mnie abym podpisał się na cyckach, a wczoraj strzeliłem zwycięską bramkę w El Classico. Zyć nie umierać!
Trzeci podchodzi do nich
z takim downem i mówi:
- Kurwa, źle wybrałem.
Kurwa, źle wybralem. Czy to możliwe? Czy to tylko zjazd? Czyżbym przez cały ten czas dawał się zwodzić, dawał wysysać z siebie emocje, najlepsze chwile natchnienia i marzenia, dawał robić się w chuja przez podstępną rusałkę z dalekich stron? To okropna myśl, lecz jeśli prawdziwa, to chyba nie pozostaje już nic innego niż rozwiązanie Hemingwaya. Ale najpierw jeszcze trochę popiszę. Zostało jeszcze sporo wina w butelce.
Znalazłem szczęście i je zgubiłem, trudno
Pudło, nudno i truchło tych marzeń
Zostaje na dobre jak tatuaże
Tatuś dalej to enigma
Myśli zatopione jak Bismarck
Lub ostre jak brzytwa
Przerywane jak arytmia
Mówią wytrwaj, pełzaj jak glista
Od rana do wieczora lista spraw
których nie załatwię, wyjdź na dach
I spójrz wyżej, wyżej zapoznaj się ze świtem jakbyś nie spał tydzień
Ziomy mówią, żyjesz? Pijesz i nie tyjesz
Ze spidem czy bez
Urodziłem się martwy tak jak Big L
Popijam winem i też mam swój Gang Albanii
I też zmuszam się za dnia jak Al Bundy
Jak nakarmić tego potwora co siedzi we mnie
I nie zostać alko-parko-ławko delikwentem
Narko ze skrętem zabija w nas autosugestie
Łatwo ulec, nie? to jak efekt motyla
Jeden krok i masz przed sobą jebany Babilon
Może odkryją swój Syjon gdy tylko się zaszyją
Winowajcy nie wskażesz palcem
Bo on chodzi w masce i puszcza latawce
Wypluwa szarańcze i zatruwa nasz tlen
Kurwa jak ten czas leci, mierzony klepsydrą
Tu nie ma już dzieci, każdy stracił niewinność
Pamietaj że cisną ci co już umarli na tysiąc
Sposobów, nie znają się na tym, nic nie widzą
Nie słyszą, pucują się że hiphop, że żyją szybko
A nie znają pionierów, olej pozerów, mam dość problemów
I bez kształcenia ignorantów, znam pięć elementów, mam za sobą w tracków w chuj, zasób słów, blantów kurz
Brak już płuc gdy widzę tych wacków znów
Tu chcą nie żałować niczego jak Edith Piaf
Dzielić gram, ich religia to odmienny stan
Świadomości jak 3w ale to ja mam w zanadrzu setki rymów...
Zamiast zegarka cyka hajhet, już po drugiej
Siadam zaczynam pisać bo i tak dziś nie usnę,
Spojrzenie nieufne, ciasne masy ludzkie
W mieście, tu gdzie znaleźć kąt swój trudniej
To jak grać w dziada w budce telefonicznej
Celem zdobyć te hajsy, niech płyną jak Jangcy.
Każdy tak patrzy i jebać skrupuły
Każdy marny pucybut chce fortuny.
Widzę w mroku wyrastające kontury miasta
Myślę o podróży, miasto nas zniewoliło,
Gdzieś tam Jezus z Rio obejmuje zachodzące słońce,
Które za parę godzin dotknie ulic
Rozpocznie który to już dzień w dzień toniemy w robocie,
Udając że to nie my gonimy w peletonie,
Rymy w telefonie, bezsenne nocne myśli
Cenie sobię te chwile jak żadne inne wiesz?
To takie dziwne...
To takie dziwne, jak złosliwe a zarazem prawdziwe mysli moga zrodzić się w ludzkiej głowie. To przez melanże. To wszysttko przez melanże. Gdyby nie to, nie mógłbym się nauczyć jak sieć międzyludzkich relacji potrafi cię zmienić. Nie uczą tego na turystyce, prawda? Na fotografii też nie.
Fleszbek: Piatek kiedyśtam. Wracam z pracy późno, ociekam potem, smigam szybko pod prysznic a potem pod numer pierwszy. Melanż trwa. Siedzimy w kręgu i pijemy whisky. Wynika nieformalna rozmowa i M., pozornie do nikogo, lecz wiem że mówiła do mnie, z pretensją w głosie, mówi: 'nie trzeba było spać na imprezie u Młodego. Fakt, tamtego dnia zajebałem się strasznie i zaliczyłem zgona jako pierwszy. to był ostatni etap Wyścigu o Cnotkę, z czego zdałem sobie sprawę jakis tydzień wcześniej. Wtedy w pociągu po raz pierwszy wyczuwam wrogość i dystans u Rudego. Wczesniej nawet się dogadywalismy. (Swoją drogą za używanie proszku podczas Wyścigu powinny byc punkty karne.)
Co nie zmienia faktu, że argument z rodzaju 'trzeba było nie spać' jest jednym z najgłupszych jakie w życiu słyszałem. Najwyraźniej przeceniłem jej iloraz o co najmniej trzydzieści sześć punktów. Jak suka nie da to pies nie weźmie, wiesz?
Skoro już nie mogłaś wytrzymać i dałaś dupy rudemu to nie oczekuj teraz że ten ktoś będzie cię chciał.
Ups, powiedziałem to na głos? No coż, słośliwy chochlik, ot co... To życie, nie rozczula się nad nikim, a już na pewno ja nie będę roczulał się nad tobą, choć mógłbym. Zawsze będziesz druga, choć był moment kiedy mogło być inaczej.
A teraz miałem zły sen i nie mogę dalej spać. We śnie mieszkałem w domu podobnym do Victorii, lecz nie do końca. Mój pokój jest o wiele większy, pełny przestrzeni, a ściany pomalowane są na ciemny, głęboki błękit. Mam obszerne łóżko (coś w rodzaju narożnika) oraz białą dziecięcą kołyskę. Jest pusta. Według logiki REM wiem że byli tu przed chwilą Kamil i Zet, ale wyszli właśnie do sklepu. To ma sens, to jedyni ludzie którym ufam bezgranicznie. Ale teraz ich nie ma a w kącie siedzi jakiś typ z kartonowym pudłem w rękach. Przedstawia się jako nowy sąsiad i wstaje. Wydzieram się na niego po angielsku: I don't give a fuck who you are, get out of my room! Zaczynamy sie szarpać, nie bezpośrednio tylko łapiąc za to pudło właśnie i w końcu wypierdalam go na zewnątrz. Na korytarzu czeka jego ekipa, odjebani jak do klubu. I znów sie wydzieram: I don't give a fuck who you are! What?!!! Ale oni tylko się śmieją. Na dole wchodzą do domu jakieś dupy, później wracają Kamil i Zet. W pokoju okna otwierają się same z siebie i robi się zimno, więc je zamykam i wychodzimy.
Z jakiegos powodu budzę się zlany potem, a sen wydaje mi się bardzo ważny, więc go spisuję a kilka dni później (gdy piszę te słowa) interpretuje go w senniku, choć nigdy wczesniej tego nie robiłem. Oto co wyszło:
Pusta kołyska: czeka Cię dotkliwy smutek.
Kartonowe pudło: rozczarowanie, przyjaciele oszukają cię w ważnych sprawach, ten kto ma pudło ma powód, aby coś ukrywać
Otwierane/zamykane okno: ktoś chce ci zaszkodzić, i znów: unikaj przewrotnych kolegów...
I jak tu nie wierzyć w siłę podświadomości?
Chciałbym zapomnieć o tym wszystkim. Amnezja. A co gdybym tak uszkodził sobie głowę wystarczająco, aby zapomnieć, dajmy na to, całą tę Grę i ten Sen też, wszystkie Gramy Skuna, ostatnie piętnaście miesięcy? Taki uraz powypadkowy fachowo nazywa się Amnesia Retrogada, utrata pamięci wywołana przez wstrząs. Gdybym znajdował się w jednej z tych wykręconych powieści science fiction, mógłbym zamówić sobie chirugiczną operację, wycięcie płata mózgu odpowiedzialnego za ten okres czasu. To da się zrobić.
Gdzie tam. Nie da rady. Tylko śmierć nas rozłączy. A co jeśli będę pamiętał po śmierci?
Mam pociąg do broni. Rzeczy które mogą robić krzywdę. Najpierw rozbite szkło, ale teraz jednak bardziej metal, ciężki w dotyku, solidny, weźmy taki kij do golfa, świszczący w powietrzu, jak pięknie zdobiłaby ścianę rozbita głowa takim kijem, istne dzieło sztuki, komu chciałbym zadedykować to płótno. Ktoś by się znalazł. Oj tak.
Twarz królowej patrzy obojętnie, fioletowo. Czyżbym znalazł się już w tym punkcie metafizycznych priorytetów że papier będzie kolejnym celem? Kurwa, źle wybrałem.
Bo w życiu trzeba mieć cel, panie i panowie. Trzeba mieć coś, do czego dąży się. A z dna jakie przedstawia butelka nie wydobędziesz nawet pół zeta, to wraca jak bumerang, efekt tych studiów to bumelant, kupe lat patrz jak na tle tych durniów ja frunę tak, skun mnie strasznie zrył, gorzej niż anielski pył i diabelski młyn.
- Wiecie co wieśniaki, jestem dziś w dobrym nastroju, więc każdy z was dostanie po trzy życzenia jeśli tylko puścicie mnie wolno.
Podekscytowane chytruski dłufo się namyślają i w końcu pierwszy mówi:
- Ja to chciałbym mieć villę o stu pokojach i z basenem, drugie to git Ferrari 250 GT, byle nie rysorak, bo ty pewnie jesteś cwana rybka, cwana i swawolna, no i ostatnie to milion dolarów w gotówce. Nagle jeb! i spełniło się.
Drugi mówi tak:
- Ja to chciałbym być sławnym aktorem, byle nie w produkcjach sadomaso, bo ty jesteś pewnie łajdacka rybka, chciałbym być sławnym piłkarzem, byle nie z San Marino czy innych Wysp ciulowych, bo ty pewnie jesteś psotna rybka. No i do tego chciałbym żeby każda kobieta mnie pragnęła, byle nie wszystkie naraz, jakoś tak z ładem i składem. Nagle jeb! i spełniło się.
Trzeci gagatek strasznie długo się namyśla i w końcu mówi tak:
- Ja to chciałbym po pierwsze żeby lewa ręka cały czas mi latała w przód i w tył, o tak. Po drugie, żeby druga ręka cały czas mi chodziła z góry na dół i spowrotem, o tak. No i po trzecie i najważniejsze, chcę żeby głowa mi się cały czas kręciła, o tak.
reszta patrzy z konsternacją. rybka mówi:
- Co kurwa!? ty wiesz że życzenia nie można cofnąć...
Lecz nasz nicpoń jest pewny siebie.
- Spoko, wiem co robie - mówi. No więc jebudu! i spełniło się.
Urwipołcie postanowili spotkać się ponownie za rok żeby zobaczyć, jak im się wiedzie na nowej drodze życia. Po roku pierwszy mówi:
- Chłopaki, jest zajebiście, robię melanże nie z tej ziemi, mam forsy jak lodu, drinki, striptizerki, koktajle w wannie, co za życie!
Drugi mówi:
- Chłopaki, jest czadowo, zapraszają mnie na melanże nie z tej ziemi, gdzie nie pójdę proszą mnie abym podpisał się na cyckach, a wczoraj strzeliłem zwycięską bramkę w El Classico. Zyć nie umierać!
Trzeci podchodzi do nich
z takim downem i mówi:- Kurwa, źle wybrałem.
Kurwa, źle wybralem. Czy to możliwe? Czy to tylko zjazd? Czyżbym przez cały ten czas dawał się zwodzić, dawał wysysać z siebie emocje, najlepsze chwile natchnienia i marzenia, dawał robić się w chuja przez podstępną rusałkę z dalekich stron? To okropna myśl, lecz jeśli prawdziwa, to chyba nie pozostaje już nic innego niż rozwiązanie Hemingwaya. Ale najpierw jeszcze trochę popiszę. Zostało jeszcze sporo wina w butelce.
Znalazłem szczęście i je zgubiłem, trudno
Pudło, nudno i truchło tych marzeń
Zostaje na dobre jak tatuaże
Tatuś dalej to enigma
Myśli zatopione jak Bismarck
Lub ostre jak brzytwa
Przerywane jak arytmia
Mówią wytrwaj, pełzaj jak glista
Od rana do wieczora lista spraw
których nie załatwię, wyjdź na dach
I spójrz wyżej, wyżej zapoznaj się ze świtem jakbyś nie spał tydzień
Ziomy mówią, żyjesz? Pijesz i nie tyjesz
Ze spidem czy bez
Urodziłem się martwy tak jak Big L
Popijam winem i też mam swój Gang Albanii
I też zmuszam się za dnia jak Al Bundy
Jak nakarmić tego potwora co siedzi we mnie
I nie zostać alko-parko-ławko delikwentem
Narko ze skrętem zabija w nas autosugestie
Łatwo ulec, nie? to jak efekt motyla
Jeden krok i masz przed sobą jebany Babilon
Może odkryją swój Syjon gdy tylko się zaszyją
Winowajcy nie wskażesz palcem
Bo on chodzi w masce i puszcza latawce
Wypluwa szarańcze i zatruwa nasz tlen
Kurwa jak ten czas leci, mierzony klepsydrą
Tu nie ma już dzieci, każdy stracił niewinność
Pamietaj że cisną ci co już umarli na tysiąc
Sposobów, nie znają się na tym, nic nie widzą
Nie słyszą, pucują się że hiphop, że żyją szybko
A nie znają pionierów, olej pozerów, mam dość problemów
I bez kształcenia ignorantów, znam pięć elementów, mam za sobą w tracków w chuj, zasób słów, blantów kurz
Brak już płuc gdy widzę tych wacków znów
Tu chcą nie żałować niczego jak Edith Piaf
Dzielić gram, ich religia to odmienny stan
Świadomości jak 3w ale to ja mam w zanadrzu setki rymów...
Zamiast zegarka cyka hajhet, już po drugiej
Siadam zaczynam pisać bo i tak dziś nie usnę,
Spojrzenie nieufne, ciasne masy ludzkie
W mieście, tu gdzie znaleźć kąt swój trudniej
To jak grać w dziada w budce telefonicznej
Celem zdobyć te hajsy, niech płyną jak Jangcy.
Każdy tak patrzy i jebać skrupuły
Każdy marny pucybut chce fortuny.
Widzę w mroku wyrastające kontury miasta
Myślę o podróży, miasto nas zniewoliło,
Gdzieś tam Jezus z Rio obejmuje zachodzące słońce,
Które za parę godzin dotknie ulic
Rozpocznie który to już dzień w dzień toniemy w robocie,
Udając że to nie my gonimy w peletonie,
Rymy w telefonie, bezsenne nocne myśli
Cenie sobię te chwile jak żadne inne wiesz?
To takie dziwne...
To takie dziwne, jak złosliwe a zarazem prawdziwe mysli moga zrodzić się w ludzkiej głowie. To przez melanże. To wszysttko przez melanże. Gdyby nie to, nie mógłbym się nauczyć jak sieć międzyludzkich relacji potrafi cię zmienić. Nie uczą tego na turystyce, prawda? Na fotografii też nie.
Fleszbek: Piatek kiedyśtam. Wracam z pracy późno, ociekam potem, smigam szybko pod prysznic a potem pod numer pierwszy. Melanż trwa. Siedzimy w kręgu i pijemy whisky. Wynika nieformalna rozmowa i M., pozornie do nikogo, lecz wiem że mówiła do mnie, z pretensją w głosie, mówi: 'nie trzeba było spać na imprezie u Młodego. Fakt, tamtego dnia zajebałem się strasznie i zaliczyłem zgona jako pierwszy. to był ostatni etap Wyścigu o Cnotkę, z czego zdałem sobie sprawę jakis tydzień wcześniej. Wtedy w pociągu po raz pierwszy wyczuwam wrogość i dystans u Rudego. Wczesniej nawet się dogadywalismy. (Swoją drogą za używanie proszku podczas Wyścigu powinny byc punkty karne.)
Co nie zmienia faktu, że argument z rodzaju 'trzeba było nie spać' jest jednym z najgłupszych jakie w życiu słyszałem. Najwyraźniej przeceniłem jej iloraz o co najmniej trzydzieści sześć punktów. Jak suka nie da to pies nie weźmie, wiesz?
Skoro już nie mogłaś wytrzymać i dałaś dupy rudemu to nie oczekuj teraz że ten ktoś będzie cię chciał.
Ups, powiedziałem to na głos? No coż, słośliwy chochlik, ot co... To życie, nie rozczula się nad nikim, a już na pewno ja nie będę roczulał się nad tobą, choć mógłbym. Zawsze będziesz druga, choć był moment kiedy mogło być inaczej.
A teraz miałem zły sen i nie mogę dalej spać. We śnie mieszkałem w domu podobnym do Victorii, lecz nie do końca. Mój pokój jest o wiele większy, pełny przestrzeni, a ściany pomalowane są na ciemny, głęboki błękit. Mam obszerne łóżko (coś w rodzaju narożnika) oraz białą dziecięcą kołyskę. Jest pusta. Według logiki REM wiem że byli tu przed chwilą Kamil i Zet, ale wyszli właśnie do sklepu. To ma sens, to jedyni ludzie którym ufam bezgranicznie. Ale teraz ich nie ma a w kącie siedzi jakiś typ z kartonowym pudłem w rękach. Przedstawia się jako nowy sąsiad i wstaje. Wydzieram się na niego po angielsku: I don't give a fuck who you are, get out of my room! Zaczynamy sie szarpać, nie bezpośrednio tylko łapiąc za to pudło właśnie i w końcu wypierdalam go na zewnątrz. Na korytarzu czeka jego ekipa, odjebani jak do klubu. I znów sie wydzieram: I don't give a fuck who you are! What?!!! Ale oni tylko się śmieją. Na dole wchodzą do domu jakieś dupy, później wracają Kamil i Zet. W pokoju okna otwierają się same z siebie i robi się zimno, więc je zamykam i wychodzimy.
Z jakiegos powodu budzę się zlany potem, a sen wydaje mi się bardzo ważny, więc go spisuję a kilka dni później (gdy piszę te słowa) interpretuje go w senniku, choć nigdy wczesniej tego nie robiłem. Oto co wyszło:
Pusta kołyska: czeka Cię dotkliwy smutek.
Kartonowe pudło: rozczarowanie, przyjaciele oszukają cię w ważnych sprawach, ten kto ma pudło ma powód, aby coś ukrywać
Otwierane/zamykane okno: ktoś chce ci zaszkodzić, i znów: unikaj przewrotnych kolegów...
I jak tu nie wierzyć w siłę podświadomości?
Chciałbym zapomnieć o tym wszystkim. Amnezja. A co gdybym tak uszkodził sobie głowę wystarczająco, aby zapomnieć, dajmy na to, całą tę Grę i ten Sen też, wszystkie Gramy Skuna, ostatnie piętnaście miesięcy? Taki uraz powypadkowy fachowo nazywa się Amnesia Retrogada, utrata pamięci wywołana przez wstrząs. Gdybym znajdował się w jednej z tych wykręconych powieści science fiction, mógłbym zamówić sobie chirugiczną operację, wycięcie płata mózgu odpowiedzialnego za ten okres czasu. To da się zrobić.
Gdzie tam. Nie da rady. Tylko śmierć nas rozłączy. A co jeśli będę pamiętał po śmierci?
Mam pociąg do broni. Rzeczy które mogą robić krzywdę. Najpierw rozbite szkło, ale teraz jednak bardziej metal, ciężki w dotyku, solidny, weźmy taki kij do golfa, świszczący w powietrzu, jak pięknie zdobiłaby ścianę rozbita głowa takim kijem, istne dzieło sztuki, komu chciałbym zadedykować to płótno. Ktoś by się znalazł. Oj tak.
Twarz królowej patrzy obojętnie, fioletowo. Czyżbym znalazł się już w tym punkcie metafizycznych priorytetów że papier będzie kolejnym celem? Kurwa, źle wybrałem.
Bo w życiu trzeba mieć cel, panie i panowie. Trzeba mieć coś, do czego dąży się. A z dna jakie przedstawia butelka nie wydobędziesz nawet pół zeta, to wraca jak bumerang, efekt tych studiów to bumelant, kupe lat patrz jak na tle tych durniów ja frunę tak, skun mnie strasznie zrył, gorzej niż anielski pył i diabelski młyn.
soundtrack: https://www.youtube.com/watch?v=RwUGSYDKUxU&spfreload=10
Wyobraź to sobie, jak Magik. Jak John Lennon. Wyobraź to sobie. Że nie ma podziałów, że nie ma nienawiści, odpowiedzialności, że wszyscy są zjednoczeni, nie myslą naprzeciw sobie, możesz sobie myslec że jestem marzycielem, ale przynajmniej mam ideę, mam ideę która nie zostanie skażona przez was. Nie jestem chyba sam w tym przekonaniu, świat jest pełen marzycieli, prawda?
Nie wszystko co piszę trafia na bloga. To ziemia niczyja miedzy dwoma okopami. Jeden zawiera Aliantów idealistów którzy nocami oglądają fotografie swoich żon i dziewczyn, czytają listy od nich, wspominają stare czasy i nigdy nie odpalają trzech papierosów jedna zapałką. To słowa zabarwione na fioletowo, najlepsze na jakie mnie stać. Nie są dla was, tylko dla niej. Drugi okop to naziści, których ideały dawno zgniły w kałużach błota, a snajperzy nocami wypatrują ogników papierosów. W tym obozie wszystko jest dozwolone.
Wyobraź to sobie, jak Magik. Jak John Lennon. Wyobraź to sobie. Że nie ma podziałów, że nie ma nienawiści, odpowiedzialności, że wszyscy są zjednoczeni, nie myslą naprzeciw sobie, możesz sobie myslec że jestem marzycielem, ale przynajmniej mam ideę, mam ideę która nie zostanie skażona przez was. Nie jestem chyba sam w tym przekonaniu, świat jest pełen marzycieli, prawda?
Nie wszystko co piszę trafia na bloga. To ziemia niczyja miedzy dwoma okopami. Jeden zawiera Aliantów idealistów którzy nocami oglądają fotografie swoich żon i dziewczyn, czytają listy od nich, wspominają stare czasy i nigdy nie odpalają trzech papierosów jedna zapałką. To słowa zabarwione na fioletowo, najlepsze na jakie mnie stać. Nie są dla was, tylko dla niej. Drugi okop to naziści, których ideały dawno zgniły w kałużach błota, a snajperzy nocami wypatrują ogników papierosów. W tym obozie wszystko jest dozwolone.
Fleszbek: Mam smołę na rękach. Próbuję zmyć ale nie schodzi. Przyszedłem tu tylko po telefon żeby wrócić do miejsca dolecowego, to znaczy dachu ponad sklepem monopolowym gdzie można kupić alko w ciągu 24. Czuję luz, czujesz luz? Ja już nie czuję zbytnio niczego, to bezsens, mam wstręt do jedzenia, innych ludzi, siebie, przede wszystkim włóczyłem się przez miejskie uliczki calutką noc i niepotrzebny był koc ani pies jak typowi co kimał, niepotrzebne buty z noskiem jak bramkarzom i tym co ich wpuszczali do całonocnych klubów, samowystarczalne jak łódź przeobrażona w dom, boathouse, a gdyby tak zamieszkać w jednej z tych zakrytych gondoli, pływać kiedy nic innego nie ma do roboty i podziwiać wodę naokoło - dziś byliśmy nad stawem, nie mal jęziorem i niemniej odbyłem pojedynek na rymy z Bieganem, wiesz naprawdę fascynują mnie słowa, ich pochodzenie, konotacje, rytmika, to jak można nimi czarować, wyobraź to sobie, sobie - wyruszyć w łódce w podróż dookoła świata, w środku kuchenka na gaz, czajnik, stolik, krzesła, sypialnia i dziób titanica, wyobraźnia i iluzja.

No comments:
Post a Comment