(Brudne Myśli; Back in de dejs)
I mimo szczerych chęci
I mimo dobrej woli
Świat posuwa się naprzód
A ludziom się pierdoli
Mimo ilości soli
W tych ranach, damy radę!
Mimo że nie wypada
Czasem lache na to kłade
Jest sobota, pierwsza w nocy, nikt nie chce mnie widzieć; szaleńcy są zabawni tylko do czasu. Przeglądam więc stare teksty i natrafiam na tego oto trupa z szafy, już lekko zgniłego, lecz ogólnie w dobrym stanie. Opowiadanie to zacząłem wkurwiony na detoksie, kilka lat temu, jeszcze jako dziewica, co widać, choć ta historia to coś więcej niż wylewanie frustracji. Miała być monumentalną, wielowątkową opowieścią z rozmachem, ale po pierwszym morderstwie zapaliłem jointa i zapomniałem.
Ze specjalną dedykacją do wszystkich głupich suk, które tak bardzo lubią mój piękny ból.
Uwaga: drastyczne!
Metamorfoza
Istnieją w historii momenty przełomowe: narodziny, zabójstwa, bitwy, zgromadzenia lub choćby rozmowy, które na zawsze trafiają na kartki podręczników. Potomnym pozostaje dociekanie przyczyn, analizowanie łańcuchów zdarzeń, wyciąganie wniosków. Prędzej czy później każde wydarzenie można rozłożyć na czynniki pierwsze. Druga wojna światowa (najprawdopodobniej) nie wybuchłaby, gdyby nie Hitler. Ten z kolei nie doszedłby do władzy gdyby nie bieda i polityczny ekstremizm. Taki nastrój nie panowałby gdyby nie Traktat Wersalski, który z kolei nie zostałby podpisany, gdyby nie kapitulacja w 1918 roku. I tak dalej, i tak dalej. Od bitwy pod Grunwaldem do Rose Parks siedzącej na niewłaściwym miejscu, przyczyna i skutek rządziły światem jak kolejno upadające kostki domina. Aż do Metamorfozy. Z Metamorfozą sprawa nie była taka prosta. Była bocznicą na torze ludzkości. Butem niszczącym staranną konstrukcję domina. Po południu 19 czerwca 2020 roku wszystkie media świata podawały tą samą informację. A później już nic nie było takie samo.
***
Upał był nie do zniesienia, zwłaszcza dla Pawła, ubranego w kanty i koszulę z krawatem, na której, pod pachami, widniały plamy potu. Podobno podróż była dobra dla duszy. Tylko co jeśli duszy nie można już było pomóc? Przez ramię miał przewieszoną marynarkę, a w drugiej ręce ciążyła mu walizka. Postawił ją na ziemi, otarł czoło przedramieniem i spojrzał na szyld ponad głową: Motel Baron: tani nocleg. Wziął głęboki oddech i wszedł do budynku, który niegdyś musiał być pospolitym blokiem. Pomyślał, że pewnie zrobiono z niego motel, kiedy już nie nadawał się do mieszkania. W recepcji, panie za lądą podniosły wzrok znad ekranu.
- Dzień dobry, chciałbym wynająć pokój. Na razie na jedną noc - powiedział Paweł, czując przygniatające zmęczenie. Marzył o łóżku.
- Pan nam tu zaraz zemdleje - rzuciła z troską ta po lewej. - Gośka, poszukaj no wolnego miejsca. Pan chce z własną łazienką czy wspólną?
Otwierał usta żeby odpowiedzieć, kiedy spojrzał na książkę na ladzie i zamarł. Zakochany Wampir, najnowszy bestseller Magdaleny Winiarskiej leżał otworzony mniej więcej w połowie, okładkami do góry. Czy to tylko przypadek, że czytały powieść tej obmierzłej suki, za którą przemierzył pół kraju?
- Dobrze się pan czuje? Pytałam czy...
- Tak, tak - wziął się w garść. Czasem książka to tylko książka, zbiegi okoliczności się zdarzają. Zamówił tani pokój z dzieloną łazienką, podał recepcjonistkom fałszywy dowód wraz z banknotami i pozwolił się zaprowadzić na górę. Z apartamentem nie miało to dużo wspólnego, ale Paweł zdążył się już przyzwyczaić. Szukając Magdy bywał już w gorszych miejscach. O klimatyzacji nie było mowy, a w pokoju unosił się stęchły zapach starości. W kącie stał mały telewizor z anteną i włączył go (ręcznie, bo pilot nie działał), ale większość kanałów mocno snieżyła. Dał sobie spokój, zamknął drzwi na klucz i w ubraniu runął na łóżko. Na pościeli była podejrzana plama, ale i tak po chwili zasnął. W ten sposób, na swoje szczęście, przespał najważniejszy moment dziejach.
***
Zjawisko zwane Metamorfozą nastąpiło w jednym momencie, o czternastej jedenaście czasu polskiego, bez jakiegokolwiek opóźnienia na całym świecie, rodząc ogólną panikę i chaos. Sam proces wszyscy odczuwali inaczej; jedni jako mrowienie lub swędzenie, inni jako przenikliwy ból każdej części ciała. Szacuje się, że przemianę, w większym lub mniejszym stopniu, odbyła jedna piąta całej populacji. Sama nazwa wyklarowała się dopiero wieczorem, po nagłośnieniu przez amerykańskie CNN szokującego przypadku Franka Listera z Teksasu. Frank, na co dzień mechanik samochodowy, mieszkał w dzielnicy slumsów i wybrał najgorszy możliwy moment na zabicie karalucha w kuchni. Podzielił los bohatera Kafki i zamienił się w dwumetrowego insekta. O różnicy w obyczajach między latami dwudziestymi XX i XXI wieku niech poświadczy fakt, że biedny karaluch Frank nie został przez najbliższych ukryty, tylko nagrany, a później zastrzelony z dubeltówki. Nagranie poszło w świat, a jedna z gadających głów (niezmieniona, rzecz jasna) amerykańskich stacji telewizyjnych ukuła termin Metamorfozy. Większość metamorfujących miała więcej szczęścia niż Frank. Wspólnym mianownikiem wszystkich przemian było to, że ofiara zamianiała się w żywą istotę, która w danej chwili zaprzątała jej uwagę. Na szczęście dla wielu oznaczało to drugiego człowieka.
Obudziło go pukanie do drzwi. Paweł obudził się z pulsującym bólem głowy. Nieprzytomnie rozejrzał się, usiłując przypomnieć sobie gdzie jest. Cienie były odrobinę dłuższe, słońce zdążyło pokonać nieco drogi gdy spał, ale nadal dokuczało gorąco. Pokój był na trzecim piętrze i z otwartego okna dobiegały krzyki. Jednak nie wyjrzał i najpierw podszedł do drzwi. To był jego pierwszy błąd. W progu stała Magdalena Winiarska, znana autorka, jego była żona. Nie mogło być mowy o pomyłce, nawet miała na sobie tą samą bluzkę co wtedy, na sali sądowej.
- Przepraszam, czy... - zaczęła. Wyraz twarzy Pawła, maska uprzejmej obojętności skierowana do świata zewnętrznego, opadła w ułamku sekundy. Kiedy Magda zobaczyła co było pod nią, urwała w pół zdania i otworzyła usta do krzyku. Nie zdążyła. Błyskawicznie wyprowadził cios i uderzył nisko, w miękki brzuch. Wypuściła z sykiem powietrze i zatoczyła się. Zasłonił jej usta, a drugą ręką złapał za blond włosy. Kurwie włosy, jak zwykł o nich myśleć. Kiedyś, pod koniec ich krótkiego małżeństwa, powiedział to na głos. Nie wszczęła kłótni, tylko patrzyła znad książki tymi swoimi mądrymi, brązowymi oczami, trochę wystraszona. Chyba już wtedy się domyślała. Swoją drogą, to dziwne, jakie myśli ogarniają człowieka w takiej chwili. Zdarzało mu się na przykład, że zupełnie znikąd miał w głowie słowa tandetnej radiowej piosenki, kiedy okładał młotkiem psa przybłędę.
Nie stawiała dużego oporu gdy wciągnął ją do pokoju i cisnął na dywan. Ból głowy zniknął bez śladu. Konserwacja energii, pomyślał. Migrena nie może być stworzona ani zniszczona, jedynie przekazana. Chwycił za popielniczkę na parapecie i rozbił ją na głowie Magdy. Odłamki kaleczyły palce, ale ledwo to poczuł. Kolory były wyostrzone, widział każdy pyłek kurzu rozświetlony przez promienie słońca wpadające do pokoju. Próbowała się podnieść, ale kopniakiem posłał ją spowrotem na parter. Na moment odwrócił się, zamknął drzwi i przekręcił klucz. Mogła o tym nie wiedzieć, ale szczęk zamka przypieczętował jej los. Zastanawiał się przez chwilę nad poduszką, ale nie chciał jej pobrudzić, a Magda mocno krwawiła. Poza tym nie widziałby wtedy jej twarzy. Uwielbiał zabijać, ale największą gratką, wisienką na torcie był widok tej ostatniej iskierki gasnącej na jego oczach. Sądził, że dzięki temu pozna kiedyś tajemnicę życia i śmierci.
Więc zrobił to własnoręcznie. Chwycił za gardło i wpatrywał się w swoją kobietę, którą znał tak dobrze i która była powodem tej całej wycieczki. Z całej siły uciskał kciukami tchawicę. Na początku wierzgała, usiłowała walczyć, ale w końcu opadła z sił. Próbowała jeszcze coś powiedzieć. Cholerni artyści, nawet kiedy umierają, próbują coś powiedzieć. Człowiek, kiedy odchodzi, pokazuje jaki naprawdę jest. Wreszcie było po wszystkim. Przypomniał sobie, że wyżebrała od sądu jakieś śmieszne pisemko, zabraniające mu zbliżania się na bliżej niż pięćset metrów. Chciała separacji, to ma. Od teraz będzie na stałe odeparowana na sześć stóp od reszty świata. Przeciągnął się leniwie, jak po obfitym obiedzie, nasycony. Upadając zgubiła torebkę; podniósł ją teraz i zajrzał do środka. Trochę kobiecych pierdół, szminka, chusteczki, telefon. W bocznej kieszeni książka: Zakochany Wampir oczywiście. Pisarze, pomyślał z pobłażaniem, próżni do cna. Z książki wypadła plastikowa karta, zapewne używana jako zakładka. Obejrzał ją i zmarszczył brwi. Była na nazwisko Małgorzaty Kwiatkowskiej, a zdjęcie przedstawiało Gośkę z recepcji. Co tu jest grane?
Dopiero teraz zastanowił się, skąd właściwie jego eks miałaby wiedzieć, gdzie jest i dlaczego przyszła? Ogarnęła go lekka paranoja. Uważnie nasłuchiwał dźwięków z dołu; cały czas ktoś krzyczał. I czy to syrena policyjna w oddali? Wtedy ciało zaczęło się zmieniać. Wystraszony nagłym ruchem odskoczył i stanął pod ścianą. Trup z siną szyją na moment stracił ostrość konturów, jak gdyby zmienił konsystencję i galaretowata masa rozlała się dookoła. Kolory wymieszały się i substancja jak plastelina nabierała znajomych kształtów. Twarz, choć nadal pusta i bez detali, stawała się rozpoznawalna. Po chwili miał przed sobą kobietę z karty hotelowej. Jedyne, co pozostało takie same, to fioletowe ślady po rękach Pawła. Pierwsza myśl była spokojna i dziwnie kojąca. To co widział nie mogło zdarzyć się naprawdę. Do reszty oszalał. Już od dawna, jeszcze zanim rozpoczął polowania na bezpańskie zwierzęta, a później na bezdomnych ludzi, podejrzewał, że w końcu odbije mu szajba. Ostrożnie, jakby miał przed sobą jadowitego węża, zbliżył się do Magdy/Gośki i próbował wyczuć oddech. Nic. Dalej martwa.
CDN.
No comments:
Post a Comment