Wrocilem ostatnio do pisania opowiadan, jedna pokrecona historia jest w drodze. tymczasem zaserwuje Wam pewna stara historie, ktora nawet wygrala jakis konkurs w Pipidowie Dolnej. Zostala napisana kiedy bylem troszke mlodszy i wiedzialem gowno o zyciu, ale nadaje sie. Nizej podpisany ma dzis strasznego moralniaka, tak wiec dobranoc.
Moje Szklane Swiaty
Pewnego dnia Ostry Pazur,
przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie
tak.
Stało się to podczas polowania na
mamuta, którego śladami stado podążało przez większość dnia. W obozie panował
głód i nastroje były napięte. Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy
owoców, zebranych przez kobiety. Mężczyźni wyczuwali gniew i strach
kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc czym prędzej opuścili szałasy i udali
się w drogę.
Cztery słońca, odpowiadające
czterem bóstwom, świeciły z czterech stron świata, ale żadne nie dawało
ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno komunikowali poprzez wizje po
wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary były ostatnimi czasy bardzo ubogie,
należało upolować mamuta, aby odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty
dysponowały ogromnymi kłami i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją
znacznie przewyższały ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście,
bestia była ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie. Ostry
Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała
odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując
palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął
Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca.
Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani
słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść
patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować
polecenia.
Gdy doszli na skraj wysokich
traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową, nieruchomą masę futra. Wymienili szmer
niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również w tym
elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się do celu. Gdy
zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił, nie na głos, lecz
w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam
to zajęło.
Głos był niski i głęboki,
wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta rozbawienia. Ostry
Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie bójcie się. Nieźle się
maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to wyczułem waszą obecność godzinę
temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny, nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym wysiłkiem,
podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy niż wszystkie, które
widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała. Kilku młodszych łowców
cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech
wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry Pazur słyszał legendy
o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale nigdy z człowiekiem. O
ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten zaszczyt. Uznał, że najlepiej
będzie posłuchać.
-Zostancie, gdzie jesteście. –
Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez zwierzę. Musiał
spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był ułamany)
i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz
odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co
musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie,
jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś,
umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś
takiego?
Przy wschodnim słońcu,
a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci się nie śniło. Może
kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą wam iść tam z karabinami
i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni, gra nie może się skończyć za
szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka
lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj, Ostry Pazurze
i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć, czy Twardy Zadek. Mój
gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo i tak niewiele już
przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po mnie, w końcu jeść musi
każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż istnieje ten świat i nigdy
nie zapominamy. To, co nas otacza, to symulacja, zabawka rozkapryszonego
bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież...
Słuchaj! Idź w stronę
zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz.
Kiedy tam…
Ostry Pazur popełnił błąd, który
jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien był się zdarzyć. Zajęty rozmową
nie zwracał uwagi na to, co dzieję się za nim. Reszta łowców zaatakowała
przećwiczonym manewrem.
Mamut urwał, kiedy włócznia
weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał głośno i boleśnie, ale
nie próbował się bronić. To ich tylko rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale
łowcy poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił,
trafiając w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę opadało
z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie uczestniczył. Przed
oczami miał ostatni obraz, który mamut przed śmiercią przekazał wyłącznie jemu.
Kwadratowy pojemnik, wykonany z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I
cztery słońca, umieszczone na wysokich wspornikach, oświetlające świat, który
znał.
Nadszedł czas na podziękowanie
bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
***
Peter O'Koeffe oglądał całą scenę
z zainteresowaniem. Specjalnie wrócił wcześniej z pracy, żeby
zobaczyć polowanie na mamuta. Głodził swoich podopiecznych od jakiegoś czasu
i słusznie przewidywał, że dziś w końcu będą zmuszeni do ataku.
Miał ze sobą specjalną lornetkę,
przez którą mógł dokładnie przypatrywać się miniaturowym dzikusom. Lider
zachowywał się dziwnie. Nie dość, że na początku stanął sam na sam z tym
włochatym śmierdzielem, to jeszcze nie brał udziału w rzezi. Primadonna
się znalazła! Może mamut z nim rozmawiał? Nawet w największym
powiększeniu, Peter nie mógł tego rozgryźć. Mamuty były sprytne, może dlatego
tak lubił, kiedy je zabijali.
Za to ten nowy, który trafił
włóćznią w oko, był całkiem obiecujący. W geście triumfu wgryzał się
w serce pokonanego zwierzęcia. Materiał na przyszłego przywódcę. Peter
obiecał sobie, że pobawi się nim, kiedy dziś wieczorem wypiją narkotyk.
Polowanie wprawiło go
w świetny nastrój. Uśmiechnął się i podkręcił temperaturę
o kilka stopni, niech się zabawią. Poszedł obejrzeć pozostałe światy.
***
W obozie trwało świętowanie. Na
środku rozpalono wielkie ognisko, a kobiety przygotowywały smakowite
kawałki mięsa. Skórzany bęben, zrobiony przez starszyznę, wybijał rytm, do
którego tańczyło stado. Kamienna Pięść, nagi, za wyjątkiem znaków wojownika,
namalowanych krwią mamuta, był wewnątrz ruchomego kręgu. Wśród kobiet
i dzieci krążyły plotki o jego sile i męstwie w czasie
polowania. Później tej nocy, z pewnością będzie wyczekiwany w wielu
szałasach.
Jedynie przywódca wrócił
z wyprawy milczący, bez trofeów. Jego zły nastrój wielu odbierało jako
wyraz słabości, znak, że czas wybrać nowego, młodego lidera. Ostry Pazur
siedział na uboczu, w ciszy, przeżuwając pieczone mięso. Jeść musi
każdy, mamut miał rację.
Po niesubordynacji, jego dni
w obozie były policzone. Jutro już każdy będzie wiedział o skazie na
honorze.
Tymczasem stado przygotowywało
się do połączenia z bogami poprzez Święty Napój. Pudełka zrobione
z dziwnego materiału, z tajemniczym napisem www.ukpharmacy.com,
pojawiały się co ranek na pobliskim wzgórzu, za wyjątkiem dni, kiedy ludzie
byli w niełasce. Zawierały proszek, który, zalany gorącą wodą, zamieniał
się w Święty Napój. Pijąc, oddawali cześć, a zarazem zapewniali sobie
bezpieczeństwo od nocnych drapieżników, które nigdy nie atakowały bogów
w ludzkim ciele.
Ostry Pazur nie lubił kontaktu
z bogami i miał wrażenie, że i oni za nim nie przepadali. Wizje
często były niepokojące, poza tym zawsze tracił kontrolę nad tym co robi. Myślał
o czterech słońcach, lampach, jak nazywał je mamut. Jeśli zwierzę miało
rację, to z kim lub czym łączyli się w transie?
Tej nocy, po raz pierwszy
w swoim dorosłym życiu, nie wypił wywaru. Wziął nieco jedzenia, oraz
włoćznię i ukradkiem wymknął się z obozu.
Inicjacji dokonał Kamienna Pieść.
Zanim Święty Napój zaczął działać, Ostry Pazur był już daleko. Podążał na
zachód.
***
Nic nie może się z tym
równać, pomyślał Peter
. Śledzenie ich prymitywnych, naiwnych poczynań było na swój sposób
interesujące, ale dopiero po wypiciu halucynogenu zaczynała się prawdziwa
zabawa. Ludzie byli jednym z niewielu gatunków, z którymi mógł dzielić
świadomość, więc większość wieczorów spędzał przy tym pojemniku. Środek
wzmacniał zdolności telepatyczne, pozwalał mu zajrzeć głębiej, przejąć nad nimi
kontrolę, jeśli zechciał. Adoracja i strach, jaki wobec niego czuli, mile
łechtał próżność.
Najpierw zesłał im kilka
mistycznych bzdur. Armagedon, Ragnarok, śmiercionośny ogień pożerający szałasy
ze słomy i gliny, płonące niebo, deszcze meteorytów. Potem obietnica
zmartwychwstania, kolejnego życia w lepszym miejscu. Najpierw kij, potem
marchewka. To zawsze działało.
Gdy się znudził, dobrowolnie
oddali mu swoje ciała. Rozpoczęła się orgia. Uczestniczył, raz jako mężczyzna,
raz robieta, a nawet jako wszyscy naraz. Szczególnie upodobał sobie tego
nowego wojownika, Kamienną Pięść, jak się dowiedział. Był przystojny
i niezwykle sprawny.
Po zaspokojeniu żądzy, Peter zdał
sobie sprawę, że kogoś brakuje. Przywódcy oczywiście. Z ich oszołomionych
umysłów nie wydobył na ten temat nic sensownego. Być może już zdążyli się go
pozbyć, kiedy nie patrzył? W końcu dzikus starzał się. Trochę szkoda, mogli
zostawić to na wieczór, sam chętnie zająłby się torturą. Ten cwany łowca byłby
idealną ofiarą dla bogów.
***
Już niemal świtało. Ostry Pazur,
zafascynowany, szedł w dół, do niewielkiej kotliny. Zachodnie słońce było
niemal widoczne i wydawało się tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Nogi
bolały go od całonocnej wędrówki. Nie robię się wcale młodszy, pomyślał.
Wtedy wpadł na niewidzialną barierę.
Zaskoczony przewrócił się do
tyłu. Po chwili wstał i spojrzał przed siebie. Na jego drodze nie było
absolutnie nic. Widział jak kotlina kończy się i ścieżka wspina się. Widział
rówież szczyty drzew w oddali.
Wyciągnął rękę i dotknął
gładkiej, przezroczystej ściany. Ostrożnie popchnął, ale przeszkoda nawet nie
drgnęła. Zrobił kilka kroków w lewo i w prawo i wszędzie
napotykał tą samą barierę. Wydawała przenikliwy dźwięk, gdy w nią pukał.
Czy to mógło być to samo
prezroczyste tworzywo, które pokazał mu mamut? I co było poza nim?
Zastanawiając się, usiadł, opierając się o ścianę i wyciągnął porcję
mięsa.
W połowie posiłku poczuł drżenie
pod stopami. Wiedział, co oznaczało. Błyskawicznie stanął na nogi i rzucił
się do ucieczki, ale był o wiele za wolny. Stado mamutów, liczące co
najmniej dziesięć osobników, otoczyło kotlinę. Nawet z daleka ich
wściekłość wdarła się w jego myśli. Pewnie wyczuły mięso.
Czekajcie!, wysłał szybką, niezgrabną wiadomość.
Proszę, posłuchajcie, jeden z waszych kazał mi tu przyjść, był ranny
i miał ułamany kieł. Pokazał mi przezroczysty pojemnik, z lampami i…
Cicho, ścierwo! Głos, drżący z gniewu, przerwał. Zabijmy
go. Nasz gatunek nie rozmawia z nimi. Patrzcie, jak zajada jednego
z nas!
Moment, wtrącił się kolejny, spokojniejszy. Jest
na granicy, więc pewnie się domyśla. I nie jest pod wpływem narkotyku. Poza tym
jego opis pasuje do Wodza. Skoro z nim rozmawiał, to widocznie Wódz miał
co do niego plany.
Mamut zwrócił się do Ostrego
Pazura:
Człowieku, jesteś na krańcu
tej żałosnej klatki, na krańcu świata.
Co jest poza nim?
Tacy jak ty, ale bardziej
rozwinięci. Powiedz, czy chciałbyś się stąd wydostać? Od odpowiedzi zależy
twoje życie.
Ostry Pazur namyślił się. Może to
była pułapka? Sądził, że potrafili wyczuć kłamstwo, więc nie pozostawało mu nic
innego, jak powiedzieć prawdę.
Tak. Tutaj już nic mnie nie
trzyma.
Mamuty patrzyły długo, jakby
chciały przejrzeć go na wylot.
W porządku. Powiedz, czy
macie w obozie narkotyk?
Narkotyk? Ach, tak, bogowie
zesłali zeszłej nocy sporo Świętego Napoju.
Święty Napój, a to dobre.
Przynieś go nam, będzie potrzebny.
Dlaczego?
Być może wasi bogowie
o tym nie wiedzą, ale jest bardzo łatwopalny.
***
-No proszę, kto wrócił? Pierwszy
łowca, były przywódca.
Ostry Pazur odwrócił się od
pudełek. O tej porze na wzgórzu nie powinno być nikogo, ale najwyraźniej nie
docenił Kamiennej Pięści.
Nie trzeba było więcej słów. Tylko
jeden miał opuścić wzgórze żywy.
Zbliżali się do siebie,
zataczając coraz mniejsze kręgi, włócznie w dłoniach, kolana ugięte, oczy
nieruchome i wyczekujące. Młody wojownik zaatakował pierwszy. Pchnął
włócznią przed siebie i Ostry Pazur zrobił zgrabny unik. Szykował się do
ciosu, kiedy Kamienna Pieść zamachnął ręką, w której miał ukryty kamień. Tym
razem Ostry Pazur zdołał jedynie odchylić głowę i cios roztrzaskał mu nos
zamiast czaszki. Upadając, zgubił włócznię, ale natychmiast przetoczył się,
złapał za pudełko, otworzył saszetkę i sypnął proszkiem w twarz
tamtego. Kamienna Pięść krzyknął i kichnął kilka razy, przykładając ręce
do piekących oczu. Machał włócznią na oślep. Ostry Pazur ze spokojem mu ją
wyrwał, po czym wbił w pierś, na wylot. Kamienna Pięść zatoczył się, krew
pociekła mu z ust. Zacharczał i w końcu upadł na twarz.
Dopiero teraz poczuł ból
w nosie. Nie miał znaczenia, na razie należało się pospieszyć. Mamuty
powiedziały, że aby wywołać wybuch, wystarczą dwa pudełka. Idąc w stronę
zachodniego słońca, miał ich dwanaście.
W nocy na zachodzie słychać było
potężny huk. Członkowie stada chowali się w szałasach. Sądzili, że to
gniew bogów objawia się nieszczęsnemu Ostremu Pazurowi, jako kara za
morderstwo.
***
Peter zostawił podniebny ścigacz
i otworzył kartą drzwi luksusowego apartamentu na osiemdziesiątym drugim
piętrze. Co za dzień! Zajmował się testowaniem najnowszego implantu iEye, przed
wypuszczeniem na rynek. Produkt sprawował się dobrze, gdyby nie te nieszczęsne
baterie atomowe.
Miał w planach zamówić
spaghetti u robota kuchennego, ale najpierw trzeba było sprawdzić pokój
zabaw, a zwłaszcza epokę kamienia.
Zamarł. W zachodniej ścianie była
dziura, odłamki szkła lśniły na podłodze. Najpierw pomyślał o włamaniu,
ale to było bez sensu. Wszystkie pozostałe pojemniki były nienaruszone. Czyżby
ucieczka? W panice rozejrzał się po pokoju, szukając malutkich stworzeń.
To na pewno te cholerne
mamuty, pomyślał. Niemal
biegiem opuścił pomieszczenie, trzasnął drzwiami. Drżącymi rękami zrobił sobie
drinka i przeklinał własne skąpstwo. Czemu nie nałożył dodatkowej wartswy
plastiku na szkło? Teraz miał na głowie prawdziwy problem.
Nie mógł odpędzić przerażających
myśli. Nie traktował zwierząt dobrze, wielokrotnie serwował im okresy głodu,
suszy lub zimna. Gdyby wydostały się na zewnątrz… co sądziłyby
o właścicielu?
Włączył wideofon i wybrał
numer.
***
Zmagania Petera oglądały na
ekranie monitorów dwie osoby. Od czasu do czasu przekazywały sobie popcorn.
-No, zobaczymy, jak się
z tego wyplącze. Ci jaskiniowcy są całkiem zmyślni.
-To nie żadni jaskiniowcy,
potrafią już budować. Zresztą tylko jeden z nich uciekł. Reszta to mamuty.
Te to dopiero są zmyślne.
-Może i tak. Patrz, dzwoni
do zoologicznego.
Faktycznie, zdesperowany
właściciel wymachiwał rękami przed znudzonym pracownikiem sklepu. Szykowała sie
wojna domowa.
-Słuchaj – pierwsza postać
zaczęła niepewnie. – Te ich szklane domy, szklane światy. Nie są prawdziwe. Tak
samo jak cyfrowy świat Petera. Czy… – przełknął ślinę – czy to możliwe, że my
też?
-Czy jesteśmy we wnętrzu
symulacji, czyimś szklanym domu? Szanse są spore, pamiętaj, że sztuczny
wszechświat o wiele łatwiej stworzyć od prawdziwego. Być może takie
łańcuszki ciągną się w nieskończoność.
-I nie martwi cię ta myśl?
-A kogo to obchodzi?
Spojrzeli na siebie
i roześmiali się.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
***
Peter
O'Koeffe oglądał całą scenę z zainteresowaniem. Specjalnie wrócił
wcześniej z pracy, żeby zobaczyć polowanie na mamuta. Głodził swoich
podopiecznych od jakiegoś czasu i słusznie przewidywał, że dziś w końcu
będą zmuszeni do ataku.
Miał ze sobą specjalną lornetkę,
przez którą mógł dokładnie przypatrywać się miniaturowym dzikusom.
Lider zachowywał się dziwnie. Nie dość, że na początku stanął sam na sam
z tym włochatym śmierdzielem, to jeszcze nie brał udziału w rzezi.
Primadonna się znalazła! Może mamut z nim rozmawiał? Nawet w największym
powiększeniu, Peter nie mógł tego rozgryźć. Mamuty były sprytne, może
dlatego tak lubił, kiedy je zabijali.
Za to ten nowy,
który trafił włóćznią w oko, był całkiem obiecujący. W geście triumfu
wgryzał się w serce pokonanego zwierzęcia. Materiał na przyszłego
przywódcę. Peter obiecał sobie, że pobawi się nim, kiedy dziś wieczorem
wypiją narkotyk.
Polowanie wprawiło
go w świetny nastrój. Uśmiechnął się i podkręcił temperaturę o kilka
stopni, niech się zabawią. Poszedł obejrzeć pozostałe światy.
***
W
obozie trwało świętowanie. Na środku rozpalono wielkie ognisko,
a kobiety przygotowywały smakowite kawałki mięsa. Skórzany bęben,
zrobiony przez starszyznę, wybijał rytm, do którego tańczyło stado.
Kamienna Pięść, nagi, za wyjątkiem znaków wojownika, namalowanych krwią
mamuta, był wewnątrz ruchomego kręgu. Wśród kobiet i dzieci krążyły
plotki o jego sile i męstwie w czasie polowania. Później tej nocy,
z pewnością będzie wyczekiwany w wielu szałasach.
Jedynie
przywódca wrócił z wyprawy milczący, bez trofeów. Jego zły nastrój
wielu odbierało jako wyraz słabości, znak, że czas wybrać nowego,
młodego lidera. Ostry Pazur siedział na uboczu, w ciszy, przeżuwając
pieczone mięso. Jeść musi każdy, mamut miał rację.
Po niesubordynacji, jego dni w obozie były policzone. Jutro już każdy będzie wiedział o skazie na honorze.
Tymczasem
stado przygotowywało się do połączenia z bogami poprzez Święty Napój.
Pudełka zrobione z dziwnego materiału, z tajemniczym napisem www.ukpharmacy.com,
pojawiały się co ranek na pobliskim wzgórzu, za wyjątkiem dni, kiedy
ludzie byli w niełasce. Zawierały proszek, który, zalany gorącą wodą,
zamieniał się w Święty Napój. Pijąc, oddawali cześć, a zarazem
zapewniali sobie bezpieczeństwo od nocnych drapieżników, które nigdy nie
atakowały bogów w ludzkim ciele.
Ostry Pazur nie lubił
kontaktu z bogami i miał wrażenie, że i oni za nim nie przepadali. Wizje
często były niepokojące, poza tym zawsze tracił kontrolę nad tym co
robi. Myślał o czterech słońcach, lampach, jak nazywał je mamut. Jeśli
zwierzę miało rację, to z kim lub czym łączyli się w transie?
Tej
nocy, po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, nie wypił wywaru. Wziął
nieco jedzenia, oraz włoćznię i ukradkiem wymknął się z obozu.
Inicjacji dokonał Kamienna Pieść. Zanim Święty Napój zaczął działać, Ostry Pazur był już daleko. Podążał na zachód.
***
Nic nie może się z tym równać, pomyślał Peter .
Śledzenie ich prymitywnych, naiwnych poczynań było na swój sposób
interesujące, ale dopiero po wypiciu halucynogenu zaczynała się
prawdziwa zabawa. Ludzie byli jednym z niewielu gatunków, z którymi mógł
dzielić świadomość, więc większość wieczorów spędzał przy tym
pojemniku. Środek wzmacniał zdolności telepatyczne, pozwalał mu zajrzeć
głębiej, przejąć nad nimi kontrolę, jeśli zechciał. Adoracja i strach,
jaki wobec niego czuli, mile łechtał próżność.
Najpierw
zesłał im kilka mistycznych bzdur. Armagedon, Ragnarok, śmiercionośny
ogień pożerający szałasy ze słomy i gliny, płonące niebo, deszcze
meteorytów. Potem obietnica zmartwychwstania, kolejnego życia w lepszym
miejscu. Najpierw kij, potem marchewka. To zawsze działało.
Gdy
się znudził, dobrowolnie oddali mu swoje ciała. Rozpoczęła się orgia.
Uczestniczył, raz jako mężczyzna, raz robieta, a nawet jako wszyscy
naraz. Szczególnie upodobał sobie tego nowego wojownika, Kamienną Pięść,
jak się dowiedział. Był przystojny i niezwykle sprawny.
Po
zaspokojeniu żądzy, Peter zdał sobie sprawę, że kogoś brakuje.
Przywódcy oczywiście. Z ich oszołomionych umysłów nie wydobył na ten
temat nic sensownego. Być może już zdążyli się go pozbyć, kiedy nie
patrzył? W końcu dzikus starzał się. Trochę szkoda, mogli zostawić to na
wieczór, sam chętnie zająłby się torturą. Ten cwany łowca byłby idealną
ofiarą dla bogów.
***
Już niemal
świtało. Ostry Pazur, zafascynowany, szedł w dół, do niewielkiej
kotliny. Zachodnie słońce było niemal widoczne i wydawało się tak
blisko, na wyciągnięcie ręki. Nogi bolały go od całonocnej wędrówki. Nie robię się wcale młodszy, pomyślał. Wtedy wpadł na niewidzialną barierę.
Zaskoczony
przewrócił się do tyłu. Po chwili wstał i spojrzał przed siebie. Na
jego drodze nie było absolutnie nic. Widział jak kotlina kończy się
i ścieżka wspina się. Widział rówież szczyty drzew w oddali.
Wyciągnął
rękę i dotknął gładkiej, przezroczystej ściany. Ostrożnie popchnął, ale
przeszkoda nawet nie drgnęła. Zrobił kilka kroków w lewo i w prawo
i wszędzie napotykał tą samą barierę. Wydawała przenikliwy dźwięk, gdy
w nią pukał.
Czy to mógło być to samo prezroczyste
tworzywo, które pokazał mu mamut? I co było poza nim? Zastanawiając się,
usiadł, opierając się o ścianę i wyciągnął porcję mięsa.
W
połowie posiłku poczuł drżenie pod stopami. Wiedział, co oznaczało.
Błyskawicznie stanął na nogi i rzucił się do ucieczki, ale był o wiele
za wolny. Stado mamutów, liczące co najmniej dziesięć osobników,
otoczyło kotlinę. Nawet z daleka ich wściekłość wdarła się w jego myśli.
Pewnie wyczuły mięso.
Czekajcie!, wysłał szybką, niezgrabną wiadomość.
Proszę, posłuchajcie, jeden z waszych kazał mi tu przyjść, był ranny
i miał ułamany kieł. Pokazał mi przezroczysty pojemnik, z lampami i…
Cicho, ścierwo! Głos, drżący z gniewu, przerwał. Zabijmy go. Nasz gatunek nie rozmawia z nimi. Patrzcie, jak zajada jednego z nas!
Moment, wtrącił się kolejny, spokojniejszy.
Jest na granicy, więc pewnie się domyśla. I nie jest pod wpływem
narkotyku. Poza tym jego opis pasuje do Wodza. Skoro z nim rozmawiał, to
widocznie Wódz miał co do niego plany.
Mamut zwrócił się do Ostrego Pazura:
Człowieku, jesteś na krańcu tej żałosnej klatki, na krańcu świata.
Co jest poza nim?
Tacy jak ty, ale bardziej rozwinięci. Powiedz, czy chciałbyś się stąd wydostać? Od odpowiedzi zależy twoje życie.
Ostry
Pazur namyślił się. Może to była pułapka? Sądził, że potrafili wyczuć
kłamstwo, więc nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć prawdę.
Tak. Tutaj już nic mnie nie trzyma.
Mamuty patrzyły długo, jakby chciały przejrzeć go na wylot.
W porządku. Powiedz, czy macie w obozie narkotyk?
Narkotyk? Ach, tak, bogowie zesłali zeszłej nocy sporo Świętego Napoju.
Święty Napój, a to dobre. Przynieś go nam, będzie potrzebny.
Dlaczego?
Być może wasi bogowie o tym nie wiedzą, ale jest bardzo łatwopalny.
***
-No proszę, kto wrócił? Pierwszy łowca, były przywódca.
Ostry
Pazur odwrócił się od pudełek. O tej porze na wzgórzu nie powinno być
nikogo, ale najwyraźniej nie docenił Kamiennej Pięści.
Nie trzeba było więcej słów. Tylko jeden miał opuścić wzgórze żywy.
Zbliżali
się do siebie, zataczając coraz mniejsze kręgi, włócznie w dłoniach,
kolana ugięte, oczy nieruchome i wyczekujące. Młody wojownik zaatakował
pierwszy. Pchnął włócznią przed siebie i Ostry Pazur zrobił zgrabny
unik. Szykował się do ciosu, kiedy Kamienna Pieść zamachnął ręką,
w której miał ukryty kamień. Tym razem Ostry Pazur zdołał jedynie
odchylić głowę i cios roztrzaskał mu nos zamiast czaszki. Upadając,
zgubił włócznię, ale natychmiast przetoczył się, złapał za pudełko,
otworzył saszetkę i sypnął proszkiem w twarz tamtego. Kamienna Pięść
krzyknął i kichnął kilka razy, przykładając ręce do piekących oczu.
Machał włócznią na oślep. Ostry Pazur ze spokojem mu ją wyrwał, po czym
wbił w pierś, na wylot. Kamienna Pięść zatoczył się, krew pociekła mu
z ust. Zacharczał i w końcu upadł na twarz.
Dopiero
teraz poczuł ból w nosie. Nie miał znaczenia, na razie należało się
pospieszyć. Mamuty powiedziały, że aby wywołać wybuch, wystarczą dwa
pudełka. Idąc w stronę zachodniego słońca, miał ich dwanaście.
W
nocy na zachodzie słychać było potężny huk. Członkowie stada chowali
się w szałasach. Sądzili, że to gniew bogów objawia się nieszczęsnemu
Ostremu Pazurowi, jako kara za morderstwo.
***
Peter
zostawił podniebny ścigacz i otworzył kartą drzwi luksusowego
apartamentu na osiemdziesiątym drugim piętrze. Co za dzień! Zajmował się
testowaniem najnowszego implantu iEye, przed wypuszczeniem na rynek.
Produkt sprawował się dobrze, gdyby nie te nieszczęsne baterie atomowe.
Miał
w planach zamówić spaghetti u robota kuchennego, ale najpierw trzeba
było sprawdzić pokój zabaw, a zwłaszcza epokę kamienia.
Zamarł.
W zachodniej ścianie była dziura, odłamki szkła lśniły na podłodze.
Najpierw pomyślał o włamaniu, ale to było bez sensu. Wszystkie pozostałe
pojemniki były nienaruszone. Czyżby ucieczka? W panice rozejrzał się po
pokoju, szukając malutkich stworzeń.
To na pewno te cholerne mamuty,
pomyślał. Niemal biegiem opuścił pomieszczenie, trzasnął drzwiami.
Drżącymi rękami zrobił sobie drinka i przeklinał własne skąpstwo. Czemu
nie nałożył dodatkowej wartswy plastiku na szkło? Teraz miał na głowie
prawdziwy problem.
Nie mógł odpędzić przerażających
myśli. Nie traktował zwierząt dobrze, wielokrotnie serwował im okresy
głodu, suszy lub zimna. Gdyby wydostały się na zewnątrz… co sądziłyby
o właścicielu?
Włączył wideofon i wybrał numer.
***
Zmagania Petera oglądały na ekranie monitorów dwie osoby. Od czasu do czasu przekazywały sobie popcorn.
-No, zobaczymy, jak się z tego wyplącze. Ci jaskiniowcy są całkiem zmyślni.
-To nie żadni jaskiniowcy, potrafią już budować. Zresztą tylko jeden z nich uciekł. Reszta to mamuty. Te to dopiero są zmyślne.
-Może i tak. Patrz, dzwoni do zoologicznego.
Faktycznie, zdesperowany właściciel wymachiwał rękami przed znudzonym pracownikiem sklepu. Szykowała sie wojna domowa.
-Słuchaj
– pierwsza postać zaczęła niepewnie. – Te ich szklane domy, szklane
światy. Nie są prawdziwe. Tak samo jak cyfrowy świat Petera. Czy… –
przełknął ślinę – czy to możliwe, że my też?
-Czy
jesteśmy we wnętrzu symulacji, czyimś szklanym domu? Szanse są spore,
pamiętaj, że sztuczny wszechświat o wiele łatwiej stworzyć od
prawdziwego. Być może takie łańcuszki ciągną się w nieskończoność.
-I nie martwi cię ta myśl?
-A kogo to obchodzi?
Spojrzeli na siebie i roześmiali się.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
***
Peter
O'Koeffe oglądał całą scenę z zainteresowaniem. Specjalnie wrócił
wcześniej z pracy, żeby zobaczyć polowanie na mamuta. Głodził swoich
podopiecznych od jakiegoś czasu i słusznie przewidywał, że dziś w końcu
będą zmuszeni do ataku.
Miał ze sobą specjalną lornetkę,
przez którą mógł dokładnie przypatrywać się miniaturowym dzikusom.
Lider zachowywał się dziwnie. Nie dość, że na początku stanął sam na sam
z tym włochatym śmierdzielem, to jeszcze nie brał udziału w rzezi.
Primadonna się znalazła! Może mamut z nim rozmawiał? Nawet w największym
powiększeniu, Peter nie mógł tego rozgryźć. Mamuty były sprytne, może
dlatego tak lubił, kiedy je zabijali.
Za to ten nowy,
który trafił włóćznią w oko, był całkiem obiecujący. W geście triumfu
wgryzał się w serce pokonanego zwierzęcia. Materiał na przyszłego
przywódcę. Peter obiecał sobie, że pobawi się nim, kiedy dziś wieczorem
wypiją narkotyk.
Polowanie wprawiło
go w świetny nastrój. Uśmiechnął się i podkręcił temperaturę o kilka
stopni, niech się zabawią. Poszedł obejrzeć pozostałe światy.
***
W
obozie trwało świętowanie. Na środku rozpalono wielkie ognisko,
a kobiety przygotowywały smakowite kawałki mięsa. Skórzany bęben,
zrobiony przez starszyznę, wybijał rytm, do którego tańczyło stado.
Kamienna Pięść, nagi, za wyjątkiem znaków wojownika, namalowanych krwią
mamuta, był wewnątrz ruchomego kręgu. Wśród kobiet i dzieci krążyły
plotki o jego sile i męstwie w czasie polowania. Później tej nocy,
z pewnością będzie wyczekiwany w wielu szałasach.
Jedynie
przywódca wrócił z wyprawy milczący, bez trofeów. Jego zły nastrój
wielu odbierało jako wyraz słabości, znak, że czas wybrać nowego,
młodego lidera. Ostry Pazur siedział na uboczu, w ciszy, przeżuwając
pieczone mięso. Jeść musi każdy, mamut miał rację.
Po niesubordynacji, jego dni w obozie były policzone. Jutro już każdy będzie wiedział o skazie na honorze.
Tymczasem
stado przygotowywało się do połączenia z bogami poprzez Święty Napój.
Pudełka zrobione z dziwnego materiału, z tajemniczym napisem www.ukpharmacy.com,
pojawiały się co ranek na pobliskim wzgórzu, za wyjątkiem dni, kiedy
ludzie byli w niełasce. Zawierały proszek, który, zalany gorącą wodą,
zamieniał się w Święty Napój. Pijąc, oddawali cześć, a zarazem
zapewniali sobie bezpieczeństwo od nocnych drapieżników, które nigdy nie
atakowały bogów w ludzkim ciele.
Ostry Pazur nie lubił
kontaktu z bogami i miał wrażenie, że i oni za nim nie przepadali. Wizje
często były niepokojące, poza tym zawsze tracił kontrolę nad tym co
robi. Myślał o czterech słońcach, lampach, jak nazywał je mamut. Jeśli
zwierzę miało rację, to z kim lub czym łączyli się w transie?
Tej
nocy, po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, nie wypił wywaru. Wziął
nieco jedzenia, oraz włoćznię i ukradkiem wymknął się z obozu.
Inicjacji dokonał Kamienna Pieść. Zanim Święty Napój zaczął działać, Ostry Pazur był już daleko. Podążał na zachód.
***
Nic nie może się z tym równać, pomyślał Peter .
Śledzenie ich prymitywnych, naiwnych poczynań było na swój sposób
interesujące, ale dopiero po wypiciu halucynogenu zaczynała się
prawdziwa zabawa. Ludzie byli jednym z niewielu gatunków, z którymi mógł
dzielić świadomość, więc większość wieczorów spędzał przy tym
pojemniku. Środek wzmacniał zdolności telepatyczne, pozwalał mu zajrzeć
głębiej, przejąć nad nimi kontrolę, jeśli zechciał. Adoracja i strach,
jaki wobec niego czuli, mile łechtał próżność.
Najpierw
zesłał im kilka mistycznych bzdur. Armagedon, Ragnarok, śmiercionośny
ogień pożerający szałasy ze słomy i gliny, płonące niebo, deszcze
meteorytów. Potem obietnica zmartwychwstania, kolejnego życia w lepszym
miejscu. Najpierw kij, potem marchewka. To zawsze działało.
Gdy
się znudził, dobrowolnie oddali mu swoje ciała. Rozpoczęła się orgia.
Uczestniczył, raz jako mężczyzna, raz robieta, a nawet jako wszyscy
naraz. Szczególnie upodobał sobie tego nowego wojownika, Kamienną Pięść,
jak się dowiedział. Był przystojny i niezwykle sprawny.
Po
zaspokojeniu żądzy, Peter zdał sobie sprawę, że kogoś brakuje.
Przywódcy oczywiście. Z ich oszołomionych umysłów nie wydobył na ten
temat nic sensownego. Być może już zdążyli się go pozbyć, kiedy nie
patrzył? W końcu dzikus starzał się. Trochę szkoda, mogli zostawić to na
wieczór, sam chętnie zająłby się torturą. Ten cwany łowca byłby idealną
ofiarą dla bogów.
***
Już niemal
świtało. Ostry Pazur, zafascynowany, szedł w dół, do niewielkiej
kotliny. Zachodnie słońce było niemal widoczne i wydawało się tak
blisko, na wyciągnięcie ręki. Nogi bolały go od całonocnej wędrówki. Nie robię się wcale młodszy, pomyślał. Wtedy wpadł na niewidzialną barierę.
Zaskoczony
przewrócił się do tyłu. Po chwili wstał i spojrzał przed siebie. Na
jego drodze nie było absolutnie nic. Widział jak kotlina kończy się
i ścieżka wspina się. Widział rówież szczyty drzew w oddali.
Wyciągnął
rękę i dotknął gładkiej, przezroczystej ściany. Ostrożnie popchnął, ale
przeszkoda nawet nie drgnęła. Zrobił kilka kroków w lewo i w prawo
i wszędzie napotykał tą samą barierę. Wydawała przenikliwy dźwięk, gdy
w nią pukał.
Czy to mógło być to samo prezroczyste
tworzywo, które pokazał mu mamut? I co było poza nim? Zastanawiając się,
usiadł, opierając się o ścianę i wyciągnął porcję mięsa.
W
połowie posiłku poczuł drżenie pod stopami. Wiedział, co oznaczało.
Błyskawicznie stanął na nogi i rzucił się do ucieczki, ale był o wiele
za wolny. Stado mamutów, liczące co najmniej dziesięć osobników,
otoczyło kotlinę. Nawet z daleka ich wściekłość wdarła się w jego myśli.
Pewnie wyczuły mięso.
Czekajcie!, wysłał szybką, niezgrabną wiadomość.
Proszę, posłuchajcie, jeden z waszych kazał mi tu przyjść, był ranny
i miał ułamany kieł. Pokazał mi przezroczysty pojemnik, z lampami i…
Cicho, ścierwo! Głos, drżący z gniewu, przerwał. Zabijmy go. Nasz gatunek nie rozmawia z nimi. Patrzcie, jak zajada jednego z nas!
Moment, wtrącił się kolejny, spokojniejszy.
Jest na granicy, więc pewnie się domyśla. I nie jest pod wpływem
narkotyku. Poza tym jego opis pasuje do Wodza. Skoro z nim rozmawiał, to
widocznie Wódz miał co do niego plany.
Mamut zwrócił się do Ostrego Pazura:
Człowieku, jesteś na krańcu tej żałosnej klatki, na krańcu świata.
Co jest poza nim?
Tacy jak ty, ale bardziej rozwinięci. Powiedz, czy chciałbyś się stąd wydostać? Od odpowiedzi zależy twoje życie.
Ostry
Pazur namyślił się. Może to była pułapka? Sądził, że potrafili wyczuć
kłamstwo, więc nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć prawdę.
Tak. Tutaj już nic mnie nie trzyma.
Mamuty patrzyły długo, jakby chciały przejrzeć go na wylot.
W porządku. Powiedz, czy macie w obozie narkotyk?
Narkotyk? Ach, tak, bogowie zesłali zeszłej nocy sporo Świętego Napoju.
Święty Napój, a to dobre. Przynieś go nam, będzie potrzebny.
Dlaczego?
Być może wasi bogowie o tym nie wiedzą, ale jest bardzo łatwopalny.
***
-No proszę, kto wrócił? Pierwszy łowca, były przywódca.
Ostry
Pazur odwrócił się od pudełek. O tej porze na wzgórzu nie powinno być
nikogo, ale najwyraźniej nie docenił Kamiennej Pięści.
Nie trzeba było więcej słów. Tylko jeden miał opuścić wzgórze żywy.
Zbliżali
się do siebie, zataczając coraz mniejsze kręgi, włócznie w dłoniach,
kolana ugięte, oczy nieruchome i wyczekujące. Młody wojownik zaatakował
pierwszy. Pchnął włócznią przed siebie i Ostry Pazur zrobił zgrabny
unik. Szykował się do ciosu, kiedy Kamienna Pieść zamachnął ręką,
w której miał ukryty kamień. Tym razem Ostry Pazur zdołał jedynie
odchylić głowę i cios roztrzaskał mu nos zamiast czaszki. Upadając,
zgubił włócznię, ale natychmiast przetoczył się, złapał za pudełko,
otworzył saszetkę i sypnął proszkiem w twarz tamtego. Kamienna Pięść
krzyknął i kichnął kilka razy, przykładając ręce do piekących oczu.
Machał włócznią na oślep. Ostry Pazur ze spokojem mu ją wyrwał, po czym
wbił w pierś, na wylot. Kamienna Pięść zatoczył się, krew pociekła mu
z ust. Zacharczał i w końcu upadł na twarz.
Dopiero
teraz poczuł ból w nosie. Nie miał znaczenia, na razie należało się
pospieszyć. Mamuty powiedziały, że aby wywołać wybuch, wystarczą dwa
pudełka. Idąc w stronę zachodniego słońca, miał ich dwanaście.
W
nocy na zachodzie słychać było potężny huk. Członkowie stada chowali
się w szałasach. Sądzili, że to gniew bogów objawia się nieszczęsnemu
Ostremu Pazurowi, jako kara za morderstwo.
***
Peter
zostawił podniebny ścigacz i otworzył kartą drzwi luksusowego
apartamentu na osiemdziesiątym drugim piętrze. Co za dzień! Zajmował się
testowaniem najnowszego implantu iEye, przed wypuszczeniem na rynek.
Produkt sprawował się dobrze, gdyby nie te nieszczęsne baterie atomowe.
Miał
w planach zamówić spaghetti u robota kuchennego, ale najpierw trzeba
było sprawdzić pokój zabaw, a zwłaszcza epokę kamienia.
Zamarł.
W zachodniej ścianie była dziura, odłamki szkła lśniły na podłodze.
Najpierw pomyślał o włamaniu, ale to było bez sensu. Wszystkie pozostałe
pojemniki były nienaruszone. Czyżby ucieczka? W panice rozejrzał się po
pokoju, szukając malutkich stworzeń.
To na pewno te cholerne mamuty,
pomyślał. Niemal biegiem opuścił pomieszczenie, trzasnął drzwiami.
Drżącymi rękami zrobił sobie drinka i przeklinał własne skąpstwo. Czemu
nie nałożył dodatkowej wartswy plastiku na szkło? Teraz miał na głowie
prawdziwy problem.
Nie mógł odpędzić przerażających
myśli. Nie traktował zwierząt dobrze, wielokrotnie serwował im okresy
głodu, suszy lub zimna. Gdyby wydostały się na zewnątrz… co sądziłyby
o właścicielu?
Włączył wideofon i wybrał numer.
***
Zmagania Petera oglądały na ekranie monitorów dwie osoby. Od czasu do czasu przekazywały sobie popcorn.
-No, zobaczymy, jak się z tego wyplącze. Ci jaskiniowcy są całkiem zmyślni.
-To nie żadni jaskiniowcy, potrafią już budować. Zresztą tylko jeden z nich uciekł. Reszta to mamuty. Te to dopiero są zmyślne.
-Może i tak. Patrz, dzwoni do zoologicznego.
Faktycznie, zdesperowany właściciel wymachiwał rękami przed znudzonym pracownikiem sklepu. Szykowała sie wojna domowa.
-Słuchaj
– pierwsza postać zaczęła niepewnie. – Te ich szklane domy, szklane
światy. Nie są prawdziwe. Tak samo jak cyfrowy świat Petera. Czy… –
przełknął ślinę – czy to możliwe, że my też?
-Czy
jesteśmy we wnętrzu symulacji, czyimś szklanym domu? Szanse są spore,
pamiętaj, że sztuczny wszechświat o wiele łatwiej stworzyć od
prawdziwego. Być może takie łańcuszki ciągną się w nieskończoność.
-I nie martwi cię ta myśl?
-A kogo to obchodzi?
Spojrzeli na siebie i roześmiali się.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
***
Peter
O'Koeffe oglądał całą scenę z zainteresowaniem. Specjalnie wrócił
wcześniej z pracy, żeby zobaczyć polowanie na mamuta. Głodził swoich
podopiecznych od jakiegoś czasu i słusznie przewidywał, że dziś w końcu
będą zmuszeni do ataku.
Miał ze sobą specjalną lornetkę,
przez którą mógł dokładnie przypatrywać się miniaturowym dzikusom.
Lider zachowywał się dziwnie. Nie dość, że na początku stanął sam na sam
z tym włochatym śmierdzielem, to jeszcze nie brał udziału w rzezi.
Primadonna się znalazła! Może mamut z nim rozmawiał? Nawet w największym
powiększeniu, Peter nie mógł tego rozgryźć. Mamuty były sprytne, może
dlatego tak lubił, kiedy je zabijali.
Za to ten nowy,
który trafił włóćznią w oko, był całkiem obiecujący. W geście triumfu
wgryzał się w serce pokonanego zwierzęcia. Materiał na przyszłego
przywódcę. Peter obiecał sobie, że pobawi się nim, kiedy dziś wieczorem
wypiją narkotyk.
Polowanie wprawiło
go w świetny nastrój. Uśmiechnął się i podkręcił temperaturę o kilka
stopni, niech się zabawią. Poszedł obejrzeć pozostałe światy.
***
W
obozie trwało świętowanie. Na środku rozpalono wielkie ognisko,
a kobiety przygotowywały smakowite kawałki mięsa. Skórzany bęben,
zrobiony przez starszyznę, wybijał rytm, do którego tańczyło stado.
Kamienna Pięść, nagi, za wyjątkiem znaków wojownika, namalowanych krwią
mamuta, był wewnątrz ruchomego kręgu. Wśród kobiet i dzieci krążyły
plotki o jego sile i męstwie w czasie polowania. Później tej nocy,
z pewnością będzie wyczekiwany w wielu szałasach.
Jedynie
przywódca wrócił z wyprawy milczący, bez trofeów. Jego zły nastrój
wielu odbierało jako wyraz słabości, znak, że czas wybrać nowego,
młodego lidera. Ostry Pazur siedział na uboczu, w ciszy, przeżuwając
pieczone mięso. Jeść musi każdy, mamut miał rację.
Po niesubordynacji, jego dni w obozie były policzone. Jutro już każdy będzie wiedział o skazie na honorze.
Tymczasem
stado przygotowywało się do połączenia z bogami poprzez Święty Napój.
Pudełka zrobione z dziwnego materiału, z tajemniczym napisem www.ukpharmacy.com,
pojawiały się co ranek na pobliskim wzgórzu, za wyjątkiem dni, kiedy
ludzie byli w niełasce. Zawierały proszek, który, zalany gorącą wodą,
zamieniał się w Święty Napój. Pijąc, oddawali cześć, a zarazem
zapewniali sobie bezpieczeństwo od nocnych drapieżników, które nigdy nie
atakowały bogów w ludzkim ciele.
Ostry Pazur nie lubił
kontaktu z bogami i miał wrażenie, że i oni za nim nie przepadali. Wizje
często były niepokojące, poza tym zawsze tracił kontrolę nad tym co
robi. Myślał o czterech słońcach, lampach, jak nazywał je mamut. Jeśli
zwierzę miało rację, to z kim lub czym łączyli się w transie?
Tej
nocy, po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, nie wypił wywaru. Wziął
nieco jedzenia, oraz włoćznię i ukradkiem wymknął się z obozu.
Inicjacji dokonał Kamienna Pieść. Zanim Święty Napój zaczął działać, Ostry Pazur był już daleko. Podążał na zachód.
***
Nic nie może się z tym równać, pomyślał Peter .
Śledzenie ich prymitywnych, naiwnych poczynań było na swój sposób
interesujące, ale dopiero po wypiciu halucynogenu zaczynała się
prawdziwa zabawa. Ludzie byli jednym z niewielu gatunków, z którymi mógł
dzielić świadomość, więc większość wieczorów spędzał przy tym
pojemniku. Środek wzmacniał zdolności telepatyczne, pozwalał mu zajrzeć
głębiej, przejąć nad nimi kontrolę, jeśli zechciał. Adoracja i strach,
jaki wobec niego czuli, mile łechtał próżność.
Najpierw
zesłał im kilka mistycznych bzdur. Armagedon, Ragnarok, śmiercionośny
ogień pożerający szałasy ze słomy i gliny, płonące niebo, deszcze
meteorytów. Potem obietnica zmartwychwstania, kolejnego życia w lepszym
miejscu. Najpierw kij, potem marchewka. To zawsze działało.
Gdy
się znudził, dobrowolnie oddali mu swoje ciała. Rozpoczęła się orgia.
Uczestniczył, raz jako mężczyzna, raz robieta, a nawet jako wszyscy
naraz. Szczególnie upodobał sobie tego nowego wojownika, Kamienną Pięść,
jak się dowiedział. Był przystojny i niezwykle sprawny.
Po
zaspokojeniu żądzy, Peter zdał sobie sprawę, że kogoś brakuje.
Przywódcy oczywiście. Z ich oszołomionych umysłów nie wydobył na ten
temat nic sensownego. Być może już zdążyli się go pozbyć, kiedy nie
patrzył? W końcu dzikus starzał się. Trochę szkoda, mogli zostawić to na
wieczór, sam chętnie zająłby się torturą. Ten cwany łowca byłby idealną
ofiarą dla bogów.
***
Już niemal
świtało. Ostry Pazur, zafascynowany, szedł w dół, do niewielkiej
kotliny. Zachodnie słońce było niemal widoczne i wydawało się tak
blisko, na wyciągnięcie ręki. Nogi bolały go od całonocnej wędrówki. Nie robię się wcale młodszy, pomyślał. Wtedy wpadł na niewidzialną barierę.
Zaskoczony
przewrócił się do tyłu. Po chwili wstał i spojrzał przed siebie. Na
jego drodze nie było absolutnie nic. Widział jak kotlina kończy się
i ścieżka wspina się. Widział rówież szczyty drzew w oddali.
Wyciągnął
rękę i dotknął gładkiej, przezroczystej ściany. Ostrożnie popchnął, ale
przeszkoda nawet nie drgnęła. Zrobił kilka kroków w lewo i w prawo
i wszędzie napotykał tą samą barierę. Wydawała przenikliwy dźwięk, gdy
w nią pukał.
Czy to mógło być to samo prezroczyste
tworzywo, które pokazał mu mamut? I co było poza nim? Zastanawiając się,
usiadł, opierając się o ścianę i wyciągnął porcję mięsa.
W
połowie posiłku poczuł drżenie pod stopami. Wiedział, co oznaczało.
Błyskawicznie stanął na nogi i rzucił się do ucieczki, ale był o wiele
za wolny. Stado mamutów, liczące co najmniej dziesięć osobników,
otoczyło kotlinę. Nawet z daleka ich wściekłość wdarła się w jego myśli.
Pewnie wyczuły mięso.
Czekajcie!, wysłał szybką, niezgrabną wiadomość.
Proszę, posłuchajcie, jeden z waszych kazał mi tu przyjść, był ranny
i miał ułamany kieł. Pokazał mi przezroczysty pojemnik, z lampami i…
Cicho, ścierwo! Głos, drżący z gniewu, przerwał. Zabijmy go. Nasz gatunek nie rozmawia z nimi. Patrzcie, jak zajada jednego z nas!
Moment, wtrącił się kolejny, spokojniejszy.
Jest na granicy, więc pewnie się domyśla. I nie jest pod wpływem
narkotyku. Poza tym jego opis pasuje do Wodza. Skoro z nim rozmawiał, to
widocznie Wódz miał co do niego plany.
Mamut zwrócił się do Ostrego Pazura:
Człowieku, jesteś na krańcu tej żałosnej klatki, na krańcu świata.
Co jest poza nim?
Tacy jak ty, ale bardziej rozwinięci. Powiedz, czy chciałbyś się stąd wydostać? Od odpowiedzi zależy twoje życie.
Ostry
Pazur namyślił się. Może to była pułapka? Sądził, że potrafili wyczuć
kłamstwo, więc nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć prawdę.
Tak. Tutaj już nic mnie nie trzyma.
Mamuty patrzyły długo, jakby chciały przejrzeć go na wylot.
W porządku. Powiedz, czy macie w obozie narkotyk?
Narkotyk? Ach, tak, bogowie zesłali zeszłej nocy sporo Świętego Napoju.
Święty Napój, a to dobre. Przynieś go nam, będzie potrzebny.
Dlaczego?
Być może wasi bogowie o tym nie wiedzą, ale jest bardzo łatwopalny.
***
-No proszę, kto wrócił? Pierwszy łowca, były przywódca.
Ostry
Pazur odwrócił się od pudełek. O tej porze na wzgórzu nie powinno być
nikogo, ale najwyraźniej nie docenił Kamiennej Pięści.
Nie trzeba było więcej słów. Tylko jeden miał opuścić wzgórze żywy.
Zbliżali
się do siebie, zataczając coraz mniejsze kręgi, włócznie w dłoniach,
kolana ugięte, oczy nieruchome i wyczekujące. Młody wojownik zaatakował
pierwszy. Pchnął włócznią przed siebie i Ostry Pazur zrobił zgrabny
unik. Szykował się do ciosu, kiedy Kamienna Pieść zamachnął ręką,
w której miał ukryty kamień. Tym razem Ostry Pazur zdołał jedynie
odchylić głowę i cios roztrzaskał mu nos zamiast czaszki. Upadając,
zgubił włócznię, ale natychmiast przetoczył się, złapał za pudełko,
otworzył saszetkę i sypnął proszkiem w twarz tamtego. Kamienna Pięść
krzyknął i kichnął kilka razy, przykładając ręce do piekących oczu.
Machał włócznią na oślep. Ostry Pazur ze spokojem mu ją wyrwał, po czym
wbił w pierś, na wylot. Kamienna Pięść zatoczył się, krew pociekła mu
z ust. Zacharczał i w końcu upadł na twarz.
Dopiero
teraz poczuł ból w nosie. Nie miał znaczenia, na razie należało się
pospieszyć. Mamuty powiedziały, że aby wywołać wybuch, wystarczą dwa
pudełka. Idąc w stronę zachodniego słońca, miał ich dwanaście.
W
nocy na zachodzie słychać było potężny huk. Członkowie stada chowali
się w szałasach. Sądzili, że to gniew bogów objawia się nieszczęsnemu
Ostremu Pazurowi, jako kara za morderstwo.
***
Peter
zostawił podniebny ścigacz i otworzył kartą drzwi luksusowego
apartamentu na osiemdziesiątym drugim piętrze. Co za dzień! Zajmował się
testowaniem najnowszego implantu iEye, przed wypuszczeniem na rynek.
Produkt sprawował się dobrze, gdyby nie te nieszczęsne baterie atomowe.
Miał
w planach zamówić spaghetti u robota kuchennego, ale najpierw trzeba
było sprawdzić pokój zabaw, a zwłaszcza epokę kamienia.
Zamarł.
W zachodniej ścianie była dziura, odłamki szkła lśniły na podłodze.
Najpierw pomyślał o włamaniu, ale to było bez sensu. Wszystkie pozostałe
pojemniki były nienaruszone. Czyżby ucieczka? W panice rozejrzał się po
pokoju, szukając malutkich stworzeń.
To na pewno te cholerne mamuty,
pomyślał. Niemal biegiem opuścił pomieszczenie, trzasnął drzwiami.
Drżącymi rękami zrobił sobie drinka i przeklinał własne skąpstwo. Czemu
nie nałożył dodatkowej wartswy plastiku na szkło? Teraz miał na głowie
prawdziwy problem.
Nie mógł odpędzić przerażających
myśli. Nie traktował zwierząt dobrze, wielokrotnie serwował im okresy
głodu, suszy lub zimna. Gdyby wydostały się na zewnątrz… co sądziłyby
o właścicielu?
Włączył wideofon i wybrał numer.
***
Zmagania Petera oglądały na ekranie monitorów dwie osoby. Od czasu do czasu przekazywały sobie popcorn.
-No, zobaczymy, jak się z tego wyplącze. Ci jaskiniowcy są całkiem zmyślni.
-To nie żadni jaskiniowcy, potrafią już budować. Zresztą tylko jeden z nich uciekł. Reszta to mamuty. Te to dopiero są zmyślne.
-Może i tak. Patrz, dzwoni do zoologicznego.
Faktycznie, zdesperowany właściciel wymachiwał rękami przed znudzonym pracownikiem sklepu. Szykowała sie wojna domowa.
-Słuchaj
– pierwsza postać zaczęła niepewnie. – Te ich szklane domy, szklane
światy. Nie są prawdziwe. Tak samo jak cyfrowy świat Petera. Czy… –
przełknął ślinę – czy to możliwe, że my też?
-Czy
jesteśmy we wnętrzu symulacji, czyimś szklanym domu? Szanse są spore,
pamiętaj, że sztuczny wszechświat o wiele łatwiej stworzyć od
prawdziwego. Być może takie łańcuszki ciągną się w nieskończoność.
-I nie martwi cię ta myśl?
-A kogo to obchodzi?
Spojrzeli na siebie i roześmiali się.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał.
Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
Pewnego dnia Ostry Pazur, przywódca stada, zaczął podejrzewać, że z rzeczywistoscią coś jest nie tak.
Stało
się to podczas polowania na mamuta, którego śladami stado podążało
przez większość dnia. W obozie panował głód i nastroje były napięte.
Zanim wyruszyli, zjedli ostatnie zapasy owoców, zebranych przez kobiety.
Mężczyźni wyczuwali gniew i strach kobiet, słyszeli płacz dzieci, więc
czym prędzej opuścili szałasy i udali się w drogę.
Cztery
słońca, odpowiadające czterem bóstwom, świeciły z czterech stron
świata, ale żadne nie dawało ciepła. Bogowie byli rozczarowani, co jasno
komunikowali poprzez wizje po wypiciu Świętego Napoju. Składane ofiary
były ostatnimi czasy bardzo ubogie, należało upolować mamuta, aby
odzyskać łaskę. Nie było to łatwe; mamuty dysponowały ogromnymi kłami
i równie ogromną siłą, poza tym inteligencją znacznie przewyższały
ludzkie stado. Ale tym razem ludziom sprzyjało szczęście, bestia była
ranna i zostawiała za sobą ślady zaschniętej krwi. Najwyraźniej
podróżowała też sama.
Ostry Pazur nie rozmawiał
z resztą. Był zdecydowanie najstarszy, wiedział, że jego przewodnictwo
jest poddawane w wątpliwość przez młodszych i sprawniejszych. Zwłaszcza
Kamienna Pięść, wysoki i barczysty łowca, często podważał jego zdanie.
Ostry Pazur nie miał złudzeń: podziw mężczyzn i zainteresowanie kobiet
wskazywały jasno, kto będzie kolejnym przywódcą.
Teraz jednak to na nim spoczywała odpowiedzialność.
-Stop – powiedział, pokazując palcem w stronę północnego słońca. – Widzę go.
-Nic tam nie ma – parsknął Kamienna Pięść. – I tak nie mógłbyś go zobaczyć, słońce wszystko zasłania.
-Zamilcz, na pamięć twojego ojca. Przekazał ci niewyparzony język i marny wzrok. Idziemy, od tej pory ani słowa.
Zapadła cisza. Kamienna Pięść patrzył złowrogo, miał ochotę coś powiedzieć, ale nie ośmielił się zignorować polecenia.
Gdy
doszli na skraj wysokich traw, wszyscy zdołali dostrzec brązową,
nieruchomą masę futra. Wymienili szmer niechętnego szacunku.
Lider dał sygnał. Ruszamy.
Ominęli szeroki pas spłaszczonej trawy, miejscami splamiony krwią
i zanurzyli się w gąszcz, pochyleni, trzymając włócznie nisko. Ostry
Pazur poruszał się bezszelestnie; pomimo przewagi fizycznej, również
w tym elemencie reszta stada nie mogła mu dorównać. Powoli zbliżali się
do celu. Gdy zbliżyli się na około trzydzieści metrów, mamut przemówił,
nie na głos, lecz w ich głowach.
Wreszcie jesteście. Długo wam to zajęło.
Głos
był niski i głęboki, wydawał się stary, do tego pobrzmiewała w nim nuta
rozbawienia. Ostry Pazur nakazał ruchem ręki, aby zostali na miejscu.
Nie
bójcie się. Nieźle się maskujecie, nie widzę was ani nie słyszę, za to
wyczułem waszą obecność godzinę temu. Pewnie wiecie, że jestem ranny,
nie zrobię wam krzywdy.
Mamut, z wyraźnym
wysiłkiem, podniósł się na nogi. Był ogromny, majestatyczny, większy
niż wszystkie, które widzieli do tej pory. Gdy stawał, ziemia zadrżała.
Kilku młodszych łowców cofnęło się.
Kto jest waszym przywódcą? Niech wyjdzie, chcę z nim porozmawiać.
Ostry
Pazur słyszał legendy o bestiach zdolnych do porozumiewania się, ale
nigdy z człowiekiem. O ile wiedział, był pierwszym, którego spotkał ten
zaszczyt. Uznał, że najlepiej będzie posłuchać.
-Zostancie,
gdzie jesteście. – Wyprostował się i wszedł na polanę wydeptaną przez
zwierzę. Musiał spojrzeć wysoko, żeby zobaczyć kły (jeden z nich był
ułamany) i ciemne oczy. Mamut miał na boku rozległą, wyszarpaną ranę.
Jak cię nazywają? Możesz odpowiadać w myślach, śmiało.
Ostry Pazur.
W głowie zabrzmiało mu coś, co musiało być śmiechem, a zwierzę zatrąbiło. Mocniej chwycił włócznię.
Wybacz. Po prostu wy, ludzie, jesteście tacy… ech, nieważne. W każdym razie, jak już pewnie zauważyłeś, umieram.
Kto, co mogło zrobić ci coś takiego?
Przy
wschodnim słońcu, a raczej wschodniej lampie, są rzeczy, o których ci
się nie śniło. Może kiedy będziecie gotowi, trochę podrośniecie, każą
wam iść tam z karabinami i walczyć. Ale na razie jesteście bezpieczni,
gra nie może się skończyć za szybko.
Nic z tego nie rozumiał. Jaka lampa, jaka gra, no i czym właściwie są karabiny?
Słuchaj,
Ostry Pazurze i przekaż swoim kolegom, czy nazywają się Zimny Łokieć,
czy Twardy Zadek. Mój gatunek nie rozmawia z waszym. Robię wyjątek, bo
i tak niewiele już przede mną. Będziecie mogli wziąć pozostałości po
mnie, w końcu jeść musi każdy. My, mamuty, żyjemy długo, dłużej, niż
istnieje ten świat i nigdy nie zapominamy. To, co nas otacza, to
symulacja, zabawka rozkapryszonego bogacza. Jesteśmy niewiele lepsi od
rybek w akwarium.
O czym ty mówisz? Przecież…
Słuchaj! Idź w stronę zachodniego słońca, oddalone jest o mniej niż dzień drogi. Sam zobaczysz. Kiedy tam…
Ostry
Pazur popełnił błąd, który jemu, doświadczonemu mysliwemu, nie powinien
był się zdarzyć. Zajęty rozmową nie zwracał uwagi na to, co dzieję się
za nim. Reszta łowców zaatakowała przećwiczonym manewrem.
Mamut
urwał, kiedy włócznia weszła w ranę niemal do samego końca. Zaryczał
głośno i boleśnie, ale nie próbował się bronić. To ich tylko
rozochociło.
-NIE! – wrzasnął Ostry Pazur, ale łowcy
poczuli krew. Raz po raz przebijali gęste futro i grubą skórę,
a Kamienna Pięść, mistrz w posługiwaniu się włócznią, rzucił, trafiając
w oko.
Podłe robaki!, usłyszeli głos. Zwierzę
opadało z sił; po chwili osunęło się na ziemię, przygniatając jednego
z młodszych, który podszedł za blisko.
Przywódca nie
uczestniczył. Przed oczami miał ostatni obraz, który mamut przed
śmiercią przekazał wyłącznie jemu. Kwadratowy pojemnik, wykonany
z nieznanego, przezroczystego tworzywa. I cztery słońca, umieszczone na
wysokich wspornikach, oświetlające świat, który znał.
Nadszedł czas na podziękowanie bogom. Jako że mamuty słynęły z mądrości, poświęcano ich mózgi.
***
Peter
O'Koeffe oglądał całą scenę z zainteresowaniem. Specjalnie wrócił
wcześniej z pracy, żeby zobaczyć polowanie na mamuta. Głodził swoich
podopiecznych od jakiegoś czasu i słusznie przewidywał, że dziś w końcu
będą zmuszeni do ataku.
Miał ze sobą specjalną lornetkę,
przez którą mógł dokładnie przypatrywać się miniaturowym dzikusom.
Lider zachowywał się dziwnie. Nie dość, że na początku stanął sam na sam
z tym włochatym śmierdzielem, to jeszcze nie brał udziału w rzezi.
Primadonna się znalazła! Może mamut z nim rozmawiał? Nawet w największym
powiększeniu, Peter nie mógł tego rozgryźć. Mamuty były sprytne, może
dlatego tak lubił, kiedy je zabijali.
Za to ten nowy,
który trafił włóćznią w oko, był całkiem obiecujący. W geście triumfu
wgryzał się w serce pokonanego zwierzęcia. Materiał na przyszłego
przywódcę. Peter obiecał sobie, że pobawi się nim, kiedy dziś wieczorem
wypiją narkotyk.
Polowanie wprawiło
go w świetny nastrój. Uśmiechnął się i podkręcił temperaturę o kilka
stopni, niech się zabawią. Poszedł obejrzeć pozostałe światy.
***
W
obozie trwało świętowanie. Na środku rozpalono wielkie ognisko,
a kobiety przygotowywały smakowite kawałki mięsa. Skórzany bęben,
zrobiony przez starszyznę, wybijał rytm, do którego tańczyło stado.
Kamienna Pięść, nagi, za wyjątkiem znaków wojownika, namalowanych krwią
mamuta, był wewnątrz ruchomego kręgu. Wśród kobiet i dzieci krążyły
plotki o jego sile i męstwie w czasie polowania. Później tej nocy,
z pewnością będzie wyczekiwany w wielu szałasach.
Jedynie
przywódca wrócił z wyprawy milczący, bez trofeów. Jego zły nastrój
wielu odbierało jako wyraz słabości, znak, że czas wybrać nowego,
młodego lidera. Ostry Pazur siedział na uboczu, w ciszy, przeżuwając
pieczone mięso. Jeść musi każdy, mamut miał rację.
Po niesubordynacji, jego dni w obozie były policzone. Jutro już każdy będzie wiedział o skazie na honorze.
Tymczasem
stado przygotowywało się do połączenia z bogami poprzez Święty Napój.
Pudełka zrobione z dziwnego materiału, z tajemniczym napisem www.ukpharmacy.com,
pojawiały się co ranek na pobliskim wzgórzu, za wyjątkiem dni, kiedy
ludzie byli w niełasce. Zawierały proszek, który, zalany gorącą wodą,
zamieniał się w Święty Napój. Pijąc, oddawali cześć, a zarazem
zapewniali sobie bezpieczeństwo od nocnych drapieżników, które nigdy nie
atakowały bogów w ludzkim ciele.
Ostry Pazur nie lubił
kontaktu z bogami i miał wrażenie, że i oni za nim nie przepadali. Wizje
często były niepokojące, poza tym zawsze tracił kontrolę nad tym co
robi. Myślał o czterech słońcach, lampach, jak nazywał je mamut. Jeśli
zwierzę miało rację, to z kim lub czym łączyli się w transie?
Tej
nocy, po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, nie wypił wywaru. Wziął
nieco jedzenia, oraz włoćznię i ukradkiem wymknął się z obozu.
Inicjacji dokonał Kamienna Pieść. Zanim Święty Napój zaczął działać, Ostry Pazur był już daleko. Podążał na zachód.
***
Nic nie może się z tym równać, pomyślał Peter .
Śledzenie ich prymitywnych, naiwnych poczynań było na swój sposób
interesujące, ale dopiero po wypiciu halucynogenu zaczynała się
prawdziwa zabawa. Ludzie byli jednym z niewielu gatunków, z którymi mógł
dzielić świadomość, więc większość wieczorów spędzał przy tym
pojemniku. Środek wzmacniał zdolności telepatyczne, pozwalał mu zajrzeć
głębiej, przejąć nad nimi kontrolę, jeśli zechciał. Adoracja i strach,
jaki wobec niego czuli, mile łechtał próżność.
Najpierw
zesłał im kilka mistycznych bzdur. Armagedon, Ragnarok, śmiercionośny
ogień pożerający szałasy ze słomy i gliny, płonące niebo, deszcze
meteorytów. Potem obietnica zmartwychwstania, kolejnego życia w lepszym
miejscu. Najpierw kij, potem marchewka. To zawsze działało.
Gdy
się znudził, dobrowolnie oddali mu swoje ciała. Rozpoczęła się orgia.
Uczestniczył, raz jako mężczyzna, raz robieta, a nawet jako wszyscy
naraz. Szczególnie upodobał sobie tego nowego wojownika, Kamienną Pięść,
jak się dowiedział. Był przystojny i niezwykle sprawny.
Po
zaspokojeniu żądzy, Peter zdał sobie sprawę, że kogoś brakuje.
Przywódcy oczywiście. Z ich oszołomionych umysłów nie wydobył na ten
temat nic sensownego. Być może już zdążyli się go pozbyć, kiedy nie
patrzył? W końcu dzikus starzał się. Trochę szkoda, mogli zostawić to na
wieczór, sam chętnie zająłby się torturą. Ten cwany łowca byłby idealną
ofiarą dla bogów.
***
Już niemal
świtało. Ostry Pazur, zafascynowany, szedł w dół, do niewielkiej
kotliny. Zachodnie słońce było niemal widoczne i wydawało się tak
blisko, na wyciągnięcie ręki. Nogi bolały go od całonocnej wędrówki. Nie robię się wcale młodszy, pomyślał. Wtedy wpadł na niewidzialną barierę.
Zaskoczony
przewrócił się do tyłu. Po chwili wstał i spojrzał przed siebie. Na
jego drodze nie było absolutnie nic. Widział jak kotlina kończy się
i ścieżka wspina się. Widział rówież szczyty drzew w oddali.
Wyciągnął
rękę i dotknął gładkiej, przezroczystej ściany. Ostrożnie popchnął, ale
przeszkoda nawet nie drgnęła. Zrobił kilka kroków w lewo i w prawo
i wszędzie napotykał tą samą barierę. Wydawała przenikliwy dźwięk, gdy
w nią pukał.
Czy to mógło być to samo prezroczyste
tworzywo, które pokazał mu mamut? I co było poza nim? Zastanawiając się,
usiadł, opierając się o ścianę i wyciągnął porcję mięsa.
W
połowie posiłku poczuł drżenie pod stopami. Wiedział, co oznaczało.
Błyskawicznie stanął na nogi i rzucił się do ucieczki, ale był o wiele
za wolny. Stado mamutów, liczące co najmniej dziesięć osobników,
otoczyło kotlinę. Nawet z daleka ich wściekłość wdarła się w jego myśli.
Pewnie wyczuły mięso.
Czekajcie!, wysłał szybką, niezgrabną wiadomość.
Proszę, posłuchajcie, jeden z waszych kazał mi tu przyjść, był ranny
i miał ułamany kieł. Pokazał mi przezroczysty pojemnik, z lampami i…
Cicho, ścierwo! Głos, drżący z gniewu, przerwał. Zabijmy go. Nasz gatunek nie rozmawia z nimi. Patrzcie, jak zajada jednego z nas!
Moment, wtrącił się kolejny, spokojniejszy.
Jest na granicy, więc pewnie się domyśla. I nie jest pod wpływem
narkotyku. Poza tym jego opis pasuje do Wodza. Skoro z nim rozmawiał, to
widocznie Wódz miał co do niego plany.
Mamut zwrócił się do Ostrego Pazura:
Człowieku, jesteś na krańcu tej żałosnej klatki, na krańcu świata.
Co jest poza nim?
Tacy jak ty, ale bardziej rozwinięci. Powiedz, czy chciałbyś się stąd wydostać? Od odpowiedzi zależy twoje życie.
Ostry
Pazur namyślił się. Może to była pułapka? Sądził, że potrafili wyczuć
kłamstwo, więc nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć prawdę.
Tak. Tutaj już nic mnie nie trzyma.
Mamuty patrzyły długo, jakby chciały przejrzeć go na wylot.
W porządku. Powiedz, czy macie w obozie narkotyk?
Narkotyk? Ach, tak, bogowie zesłali zeszłej nocy sporo Świętego Napoju.
Święty Napój, a to dobre. Przynieś go nam, będzie potrzebny.
Dlaczego?
Być może wasi bogowie o tym nie wiedzą, ale jest bardzo łatwopalny.
***
-No proszę, kto wrócił? Pierwszy łowca, były przywódca.
Ostry
Pazur odwrócił się od pudełek. O tej porze na wzgórzu nie powinno być
nikogo, ale najwyraźniej nie docenił Kamiennej Pięści.
Nie trzeba było więcej słów. Tylko jeden miał opuścić wzgórze żywy.
Zbliżali
się do siebie, zataczając coraz mniejsze kręgi, włócznie w dłoniach,
kolana ugięte, oczy nieruchome i wyczekujące. Młody wojownik zaatakował
pierwszy. Pchnął włócznią przed siebie i Ostry Pazur zrobił zgrabny
unik. Szykował się do ciosu, kiedy Kamienna Pieść zamachnął ręką,
w której miał ukryty kamień. Tym razem Ostry Pazur zdołał jedynie
odchylić głowę i cios roztrzaskał mu nos zamiast czaszki. Upadając,
zgubił włócznię, ale natychmiast przetoczył się, złapał za pudełko,
otworzył saszetkę i sypnął proszkiem w twarz tamtego. Kamienna Pięść
krzyknął i kichnął kilka razy, przykładając ręce do piekących oczu.
Machał włócznią na oślep. Ostry Pazur ze spokojem mu ją wyrwał, po czym
wbił w pierś, na wylot. Kamienna Pięść zatoczył się, krew pociekła mu
z ust. Zacharczał i w końcu upadł na twarz.
Dopiero
teraz poczuł ból w nosie. Nie miał znaczenia, na razie należało się
pospieszyć. Mamuty powiedziały, że aby wywołać wybuch, wystarczą dwa
pudełka. Idąc w stronę zachodniego słońca, miał ich dwanaście.
W
nocy na zachodzie słychać było potężny huk. Członkowie stada chowali
się w szałasach. Sądzili, że to gniew bogów objawia się nieszczęsnemu
Ostremu Pazurowi, jako kara za morderstwo.
***
Peter
zostawił podniebny ścigacz i otworzył kartą drzwi luksusowego
apartamentu na osiemdziesiątym drugim piętrze. Co za dzień! Zajmował się
testowaniem najnowszego implantu iEye, przed wypuszczeniem na rynek.
Produkt sprawował się dobrze, gdyby nie te nieszczęsne baterie atomowe.
Miał
w planach zamówić spaghetti u robota kuchennego, ale najpierw trzeba
było sprawdzić pokój zabaw, a zwłaszcza epokę kamienia.
Zamarł.
W zachodniej ścianie była dziura, odłamki szkła lśniły na podłodze.
Najpierw pomyślał o włamaniu, ale to było bez sensu. Wszystkie pozostałe
pojemniki były nienaruszone. Czyżby ucieczka? W panice rozejrzał się po
pokoju, szukając malutkich stworzeń.
To na pewno te cholerne mamuty,
pomyślał. Niemal biegiem opuścił pomieszczenie, trzasnął drzwiami.
Drżącymi rękami zrobił sobie drinka i przeklinał własne skąpstwo. Czemu
nie nałożył dodatkowej wartswy plastiku na szkło? Teraz miał na głowie
prawdziwy problem.
Nie mógł odpędzić przerażających
myśli. Nie traktował zwierząt dobrze, wielokrotnie serwował im okresy
głodu, suszy lub zimna. Gdyby wydostały się na zewnątrz… co sądziłyby
o właścicielu?
Włączył wideofon i wybrał numer.
***
Zmagania Petera oglądały na ekranie monitorów dwie osoby. Od czasu do czasu przekazywały sobie popcorn.
-No, zobaczymy, jak się z tego wyplącze. Ci jaskiniowcy są całkiem zmyślni.
-To nie żadni jaskiniowcy, potrafią już budować. Zresztą tylko jeden z nich uciekł. Reszta to mamuty. Te to dopiero są zmyślne.
-Może i tak. Patrz, dzwoni do zoologicznego.
Faktycznie, zdesperowany właściciel wymachiwał rękami przed znudzonym pracownikiem sklepu. Szykowała sie wojna domowa.
-Słuchaj
– pierwsza postać zaczęła niepewnie. – Te ich szklane domy, szklane
światy. Nie są prawdziwe. Tak samo jak cyfrowy świat Petera. Czy… –
przełknął ślinę – czy to możliwe, że my też?
-Czy
jesteśmy we wnętrzu symulacji, czyimś szklanym domu? Szanse są spore,
pamiętaj, że sztuczny wszechświat o wiele łatwiej stworzyć od
prawdziwego. Być może takie łańcuszki ciągną się w nieskończoność.
-I nie martwi cię ta myśl?
-A kogo to obchodzi?
Spojrzeli na siebie i roześmiali się.