Saturday, 10 January 2015

Wyspy (Ciekawe Czasy)




Ciekawe czasy, z prasy obok kasy w sklepie
Kosy, rasy, wiary, islamscy kaci, ja w drodze do pracy, bo biedę klepie
Ten co nic nie robi, jest w niewoli, a potem życie boli
A gdy jest hajs jest gra, partnerka, Amsterdam na bletkach i pasterka na święta
Napieprzam w rapie bo mi sie tak uroiło, jednych uczyniło szumowiną innych umocniło
Wybiła godzina duchów, miasto w puchu
Odpierdalasz Morfeuszu, chcę snu, szum dwustu dwudziestu dwóch winyli
Plus Shura, czarnuchu, chcę snu! Już mi odpierdala od tych buchów
To nie rap o prochach, to rap o jointach
Badżanga była dobra jak jamajska fajka do bonga z bambusa
I plantacja na działkach i w krzakach a nie w uncjach
Dziś miejska dżungla wkurwia
I myślę:  nie tkwij w tych czterech ścianach nudy
Chociaż masz wersy do napisania, buty
I zamknij te drzwi tak żeby nie trzaskać
I popatrz na wysepki światła, no to co cię otacza.
To pokolenie JP, jak Jan Paweł
Którego każdy szanuje ale nikt nie naśladuje
Objęci Jednym Prawem, dżungli, czyż nie?
Sny jak Jessie Pinkman i Jebać Policję
Chcemy tylko Jeść i Pić, wikt za free, Jazz i Pożyć
Głupiego Jasia Palić, Jumać i Pierdolić
Mierzę wysoko jak loty na księżyc
I jak Obi z pięty
Chujowi MCs zawsze chcą kozaczyć
A mają flow jak z reklamy płynu do naczyń
Jak Ludwig, Bethowen, głusi na nowe nuty, co jest!?
Co jest kurwa, co z tą Polską?
Ojczyzno moja, ten się dowie kto Cię stracił
To już prawie dekada na emigracji
Dekadencja i wspomnienia dawnych lat
To widzę w tych wysepkach jasnych plam
Jasny plan, nie wiem co mam zrobić z moim życiem
Ale usiąde na szczycie
Schodów jak Masta Ace
Napiszę dla miasta wiersz tak jak lata wstecz
Nadal trwa mecz, lecz o inne gole
Łapaj za cash, nieważne jakim sposobem
Olej sędziego, to sen z którego się nie obudzisz
On trwa tu dziś, gubisz ostrość
Łatwiej jest się zrobić
Tak wylądujesz mordo na ławce rezerwowych
Twarze moich ziomów, patrzę po oczach
Co by się nie działo, życie to gra zespołowa
Razem podołamy każdej podbramkowej sytuacji
To AG w akcji, jointy, kreski, haj i ognista woda, polej na raz i
Brachu, dam ci najlepsze rymy
Bez strachu, zaraźliwe jak epidemie grypy
Typy – licz ich czyny, widzisz, życie to boisko
Chcę je rozjebać jak trzęsienia w San Francisco
Lepiej pracuj na nazwisko
Bo nie ma czasu na naiwność
Widzę to wszystko
Wśród świateł miasta
Dla ćpuna w kabel dawka
Bezdomnemu park i ławka
Miasto jak ocean
Jedni skazani by plankton pożerać
Rekiny to pchają w beemach
Tamci wspinają po szczeblach, jednak hajs to morderca
Biorą haust w oskrzela
I ponad toń bo ziemia nowy świat otwiera
Zbieram myśli, patrzę na wyspy
We wszystkich bliscy zostawiają blizny
A ja już jestem zimny przecież
Wkurwienie i szaleństwo naprzeciw siebie...