Porozmawiajmy o głodzie
'Każdy chce i musi żreć,
ale
Nie każdy ma do tego
talent
Umiar, niejeden zgłupiał,
wcale
Już o nim nie pamiętam ty
o nim nie pamiętasz...'
Onar: Apetyt
Nie odbieram telefonów z
zastrzeżonych numerów. Unikam podawania moich danych, a w
razie potrzeby lekko przekręcam nazwisko, tak że brzmi ono xxy a
nie xyy. Angole łatwo się nabierają, dla nich polskie polskie
głoski to łamigłówka porównywalna z sudoku. Na
palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi którzy wiedzą
gdzie mieszkam, w razie czego do dyspozycji mam kilka adresów
i kodów pocztowych. Nie zostawiam śladów w sieci które
mogłyby zostać wykorzystane przez niepowołane osoby, nie lubię
zdjęć ani portali społecznościowych, chociaż to moje najlepsze
dni, a moi rówieśnicy prześcigają się w nachalnej promocji
samych siebie.
Skąd te wszystkie środki ostrożności?
Paranoja? Fobia skierowana przeciwko systemowi? Czy może po prostu
działanie zapobiegawcze? Rok pański 2014 zacząłem od
zapobiegnięcia zapłaty za dwa mandaty, w wysokości 500 złotych i
400 funtów. Ten drugi to dowód na to że niektórzy
ludzie nie powinni tykać większych procentów. Zaczęło się
od spotkania w znajomym gronie i sushi zakrapianym wódką.
Rzecz odbywała się w apartamencie na dziewiątym piętrze
majestatycznego wieżowca w centrum miasta, wśród bananowego
towarzystwa. Nawet to lubiłem, wiecie, udawać że jestem jednym z
nich, że miałem normalną rodzinę i start lepszy niż większość.
Poza tym byli inteligentni i dało się z nimi porozmawiać,
przynajmniej na neutralnym gruncie.
W każdym razie była tam również
K. , dziewczyna z z Krakowa, dziewczyna z Klasą i Karierą na
wyciągnięcie ręki. Oczarowała mnie swoimi włosami; Kruczoczarne
lśniące loki , których wielu chciało dotknąć, lub
zobaczyć jak wyglądają rozsypane na poduszce. Tak, w głowie
Sapkowskiego, musiała wyglądać Yennefer. Ja z kolei o zrobiłem
wrażenie głosem, głosem który odkryłem w tamtych dniach na
nowo jako instrument. Nie mogła wiedzieć że jego barwa była
efektem wielogodzinnych sesji freestylowych i przepalonego gardła.
Ja z kolei nie wiedziałem wtedy że lubi zabawy z czarnymi, więc
wszystko było w porządku. Między nami iskrzyło przez całą
wiosnę i zbliżaliśmy się do siebie małymi kroczkami, bez
pośpiechu. Ale potem przyszła wódka i kompromitacja jakiej
nigdy sobie nie wybaczę. Mam zadziwiający talent do odrzucania od
siebie ludzi na których mi zależy. Dość powiedzieć że już
nigdy nie zjem sushi.
Wracając nad ranem, upokorzony i
wściekły jak byk na corridzie, przyszedł mi do głowy pewien głupi
pomysł. Głos małego diabełka nad lewym uchem szeptał, że
musisz jakoś zmazać tą plamę, musisz COŚ zrobić. W prawym uchu
słychać było jedynie piszczenie, aniołek zawsze miał słabą
głowę, poszedł spać gdzieś w połowie butelki. Wtedy zacisnąłem
pięść i przyjebałem w lusterko auta po mojej lewej. Zawisło na
kilku kablach i kawałkach plastiku i oto, panowie i panie, zdarzył
się CUD, bo chociaż ręka pulsowała, wspomnienia zaczęły
blaknąć. Ulica była całkowicie pusta.
Nie wiem ilu niefortunnych posiadaczy
samochodów zaparkowanych przy krawężniku znalazło swoje
wozy bez lusterka, ale musiało być ich więcej niż dwadzieścia,
może pięćdziesiąt. Zabawa była przednia; nawet nie zdajecie
sobie sprawy ile frajdy może dać zwykły akt demolki. Zabawa była
przednia dopóki nie obudziłem się rano, z bólem głowy
i suszą w gębie, na niebieskiej pryczy w małym pokoiku bez okien,
za to z kiblem i klapą w drzwiach, przez która podano mi kawę
i batonika. Na szczęście skargę wniósł jedynie ciapaty,
który ze swoją grupką złapał mnie pod koniec pierwszego
kilometra 'sztafety' i cierpliwie czekał na przybycie radiowozu. I
choć drogo wycenił uszkodzenia w swoim srebrnym BMW, to mogło być
gorzej. O wiele gorzej.
Zapobiegawczo nie myślę o tej
sytuacji zbyt wiele. Na początku roku minął termin spłaty i mam
nadzieję, że sąd regionalny również nie zaprząta sobie
mną głowy. Zapobiegawczo nie wiedzą gdzie szukać.
Dziewięciomiesięcznego pobytu w
akademiku nie wspominam ze szczególną sympatią, chociaż
były i lepsze momenty. Nie wspominam zwłaszcza sumy półtorej
tysiąca funtów, która została do zapłacenia Kilka
dni temu uczelnia przekazała sprawę firmie windykacyjnej. Tak więc
zapobiegawczo ostrzegam; jeśli przestanę zamieszczać posty, nie
musi to oznaczać, że nie żyję, ani że znudziło mi się pisanie
(nigdy!). Mogłoby to być rezultatem wizyty smutnych panów w
szarych, lub niebieskich krawatach, którzy co popadnie. O ile
znajdą drogę.
Kto jeśli nie oni mógłby
mógłby mnie odwiedzić? Kolejni na liście są
przedstawiciele banku, gdzie nastąpił podręcznikowy wręcz
przypadek zalania konta. W efekcie debet, o włos od niebezpiecznej
granicy czterech cyfr. Wszystko to poszło przez pewne mroczne dwa
tygodnie gdy znalazłem dom i skończyłem ze spaniem byle gdzie.
Poszło na ruletkę, alkohol i narkotyki. Mógłbym wymieniać
dalej: czesne za zmarnowane dwa lata, czynsz za mieszkanie, dług w
monopolowym – mamy u nas sklep gdzie można brać towar na zeszyt,
Zeszyt ów zawiera setki historii ludzkich dramatów
spisanych cyframi, a stron ma więcej niż Biblia. .
Nie zrozumcie mnie źle; mam gdzieś te
pieniądze. Mam lekką rękę; kiedy w kieszeni są papierki, rzucam
nimi na prawo i lewo, jakby były niczym. Zresztą, kto z was jest
bez grzechu niech rzuci kamieniem. Byle nie w lusterko. Ale dlaczego
o tym pisze? Ta przydługawa dygresja prowadzi do wniosku, myśli
przewodniej, towarzyszącej momentom kiedy sinusoida raptownie skręca
w dół a źródełko się wyczerpuje. Chodzi o głód.
Człowiek z natury jest nienasycony.
Rodzimy się głodni i umieramy nienasyceni. Już pierwszy krzyk
niemowlęcia jest wołaniem, żądaniem, o przywrócenie ciepła
i płynącego pożywienia. Mleko matki zaspokaja nas na chwilę i
przygotowuje na etap życia w którym wciąż bierzemy; tak
nakazuje nam instynkt, wola przetrwania i środowisko. Ta ciekawość,
pierwotny głód świata napędza cywilizację.
Usiądź wygodnie i uruchom wyobraźnię:
Młody chłopak z ogoloną głową,
tatuażem schowanym gdzieś pod bluzą, na ręce, karku lub na
piersi. Zaprawiony procentami, chociaż samo to nie syci go, nie jest
przedmiotem pożądania. Razem z podobnymi sobie krąży po ulicach,
lubi puby, ronda i skupiska ludzi. Szuka szczęścia w roztrzaskanych
pięściach, szuka okazji aby udowodnić że jest mężczyzną, że
się nie boi, że jest twardy i potrafi coś zrobić dobrze,
prowadzony przez instynkt i gorącą krew, tak jak jego ojciec,
dziadek i przodkowie od niepamiętnych czasów. Zanim został
mężczyzną był świadkiem przemocy w domu i to go zahartowało.
Teraz jej pożąda, teraz to on jest myśliwym. Jest głodny.
Inny w tym czasie siedzi w domu i bladą
twarz oświetla światło ekranu. Ma na twarzy resztki nastoletniego
trądziku, a właściwie nie resztki, a poszarpane, zadrapane blizny.
Oczy nieruchome, zafascynowane, zahipnotyzowane, choć opuchnięte od
wysiłku i braku snu. Nie ma pracy, dziewczyny ani auta, a rodzice,
śpiący za ścianą, podświadomie nim gardzą. Widzi czasem tą
pogardę w ledwo uchwytnych grymasach twarzy, słyszy w końcówkach
zdań pełnych pretensji, śni o niej, ale nie pamięta tych snów
po przebudzeniu. Budzi się zwykle koło czternastej, czasem,
zwłaszcza w zimowe dni, już po zachodzie słońca. Rzadko wychodzi
z domu i nie jest mu to potrzebne, świat zewnętrzny zastępuje
sieć. Nienawidzi kobiet za odrzucenie, boi się ich, a seks
zastępują filmy, im bardziej szokujące tym lepsze. W nocy zaczyna
czuć że żyje naprawdę, pod inną tożsamością, czy to na
czatach, czy jako postać w grze (te przechodzi nałogowo po kilka
razy aby odkryć wszystko co się da). Jest nieuleczalnie upośledzony
emocjonalnie, ale gdy jest online ma namiastkę szczęścia. I jest
głodny.
Ona również dużo siedzi w
domu, dużo śpi i w ciągu dnia, kiedy jego nie ma, nie ma zbyt
wiele do roboty. Zakupy, obiad, który przyrządza najlepiej
jak potrafi (czyli średnio), myśli nad podszkoleniem angielskiego
aby być bardziej niezależna. Myśli o swoim facecie, którego
kocha a jednocześnie się go boi. Wczoraj znów miał ten
niebezpieczny błysk w oku kiedy wrócił, a kiedy okazało
się, że niechcący wyrzuciła papierosy do śmieci sprzątając
jego rzeczy, wpadł w szał. Wyrzucił śmietnik na drugą stronę i
zrobił jej awanturę, straszną i bolesną. Nie bije jej już, odkąd
nie mieszkają tylko we dwoje i jest wdzięczna nawet za to, ale
słowa czasem bywają gorsze. Kazał jej się nie zbliżać, bo
przypierdoli. Za dnia on pracuje przez prawie dwanaście godzin, a
kiedy zbliża się pora, późny wieczór, ona czasem
czeka przy okienku przy drzwiach frontowych i wypatruje go, jak żona
żołnierza po wojnie. Pojechała za nim aż tutaj, do dalekiej
Anglii, gdzie nie ma znajomych i jest samotna. W końcu wraca i dziś
jest normalny, dzięki Bogu za to, a ona niezaspokojona. Później
lądują w łóżku i już wszystko jest dobrze, tak bardzo
pragnie tego uczucia i jego obecności. Jest głodna.
Kolejna ona za to nie wierzy w miłość,
nie wie co to. Jest przecież młoda i ładna, a w tym wieku jest
tylko ruchanie. Została kobietą pełną gębą (dosłownie) w wieku
trzynastu lat, na tylnim siedzeniu Mazdy, gdzieś na parkingu w
zapominanej przez Boga norze. Dziś za to ma małe mieszkanie
niedaleko centrum, ciasne ale własne, stać ją by się ubrać (a
raczej rozebrać) w najlepsze ciuchy, koronkową bieliznę, biżuterię
i perfumy. Daje dupy tylko bogatym klientom, ma na to radar, szósty
zmysł, wie czym różni się prawdziwy Rolex od podróbki,
wie że marka telefonu powie jej więcej niż wygląd, spodnie i
buty. Nie patrzy ludziom w oczy, ale uwielbia łóżkowe
jujitsu, zna się na tym sporcie, jest dla nich matką, żoną,
kochanką i dziwką. Femme Fatale o niewinnej buzi i bardzo winnych
myślach. Dziś jednak coś się zmieniło, nie wie jeszcze że ten
dzień jest początkiem końca. Jej cera wydaje się mieć
niewidoczny wcześniej odcień szarości, a na poduszce znalazła
długi złocisty włos. Ten włos wypełnia jej myśli podczas gdy
gdzieś tam niżej wypełnia ją stały klient, żonaty od dwudziestu
lat gość w średnim wieku. Mimo to lubi to. Jest głodna.
On widzi świat nie takim jakim
chciałby go widzieć. Zna na wylot narkotyki i hazard, można
powiedzieć że jest koneserem. Kiedyś, gdzieś, gdy miał jeszcze
czas się wycofać, handlował crackiem i wylądował w pierdlu,
gdzie nauczył się paru sztuczek. Ogrywa znajomych w karty, czasem
pójdzie na maszyny z garścią drobnych i zdarza mu się wyjść
ze stówą w kieszeni. Potrafi naprawić większość sprzętów
własnymi sposobami, jak McGyver. Mógłby być kimś więcej,
ale czasem czuje że jego ciało, zarówno głowa jak i reszta
komórek, nie są jego. Są tylko naczyniem w które
wlewa czystą, nieposkromioną przyjemność. To po prostu zbyt dobre
aby się temu oprzeć. Alkohol, jointy, kodeina, tabletki, ecstasy,
halucynogeny, nawet kokaina i mefedron; wszystkie są dobre na swój
sposób, pozwalają mu miło spędzić czas kiedy jest wśród
ludzi, ale są tylko substytutem dla tego jednego. Gdy znika bez
słowa jego znajomi wiedzą, to rozchodzi się pocztą pantoflową.
Jest szczęśliwy, nie może bez niej żyć. A kiedy sprawy zaczynają
się sypać i zaczyna brakować, przechodzi piekło na które
spuścimy zasłonę milczenia. Później zaczyna się tułaczka,
z kanapy na kanapę, z hostelu do hostelu, od oszustwa do oszustwa,
od próśb do błagania. I głód, wielki,
nieposkromiony, rozpaczliwy głód.
Wymyśliłbym również przykłady
pozostałych rodzajów głodu: tego najprostszego, głodu
władzy, sławy i luksusu, ale już mi się nie chce. Zamiast tego
skupmy się na głodzie twórczym, bo jest najdziwniejszy.
Jestem wiecznie spragniony artystycznej formy, opowiedzianej
historii, czy to w formie filmu, książki, muzyki, rozmowy. Wiem że
tacy jak ja istnieją, ale jak na razie nie miałem szczęścia
spotkać twórcy, który nie raziłby w oczy
zarozumiałością, snobizmem i samozachwytem. Szkoda. Tak czy siak,
jestem głodny, trzeba zrobić jakiś obiad.
P.S. Zbaczając z tematu, chciałbym
serdecznie polecić kilka książek które przerobiłem
ostatnimi czasy:
Stephen King: Doctor Sleep
(Doktor Śmierć): Nie było mi dane ujrzeć polskiego
tłumaczenia, ale King w oryginale to królewska uczta.
Poznajemy historię niejakiego Danny'ego Torrance'a, którego
fani mogą pamiętać zarówno z kart powieści jak i filmu.
Dan próbuje rozliczyć się z przeszłością, zarówno
z tym co wydarzyło się w hotelu Panorama, jak i własnym
alkoholizmie, odziedziczonym po ojcu. Napotyka na swojej drodze
dziewczynkę, która, podobnie jak on, jest obdarzona
Lśnieniem. Na dziewczynkę poluje grupa telepatycznych wampirów,
żywiących się tym niezwykłym talentem. To historia wielowymiarowa
i wielowątkowa, opowiedziana z polotem i rozmachem typowym dla
Mistrza Horroru. Mamy tutaj lekcję na temat pokuty, demonów
przeszłości, ulgi w cierpieniu, jak i wartości prawdziwej
przyjaźni. Choć, jak to często bywa z sequelami, książka nie
dorównuje Lśnieniu pod względem napięcia i spójności,
to nadal jest to kawał dobrej lektury.
Monika Piątkowska: Nikczemne
Historie: Nie bardzo wiem jak zabrać się do opisania tego
zbioru opowiadań. Nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać, a
otrzymałem dzieło autorki, która jak mało kto zna ludzką
naturę i potrafi rozpisywać się o psychice bohaterów na
kilka stron, przy czym czyta się to zapartym tchem. Najdziwniejsze
jest to że w tych nikczemnych opowieściach nie dzieje się zbyt
wiele, ot, po prostu dostajemy zagadkową postać która jest
odkrywana, najczęściej przez detektywa, biografa, przyjaciela,
dziennikarza lub po prostu osobę trzecią, aż do makabrycznego
finału. Niepokojąco wiarygodna i pociągająca, tak określiłbym
zbrodnię opisaną przez Piątkowską. Chcę więcej.