Wednesday, 16 July 2014

Bezsenność

Jeden umysł, co przemierza bezkresne laguny
Znam sekret sztuki co im zerwie struny
Nie zdradzę receptury, na kartce kreślę runy
Wdycham gęste chmury, masz to bez cenzury
A te we megle tłumy, ich świat jest zepsuty
To bezsens który wessie głupich
Jak czerwie z Diuny, wiesz, wiecznie suszy
Tych Perseuszy pod spojrzeniem Meduzy.

Gdy wyboru nie masz za nic masz kwestię zguby
Nie możesz, jak Piłat, umyć ręce od próby
Chcę więcej muzy aż zapłoną w mieście łuny
Gdzie częste próby znaleźć szczęście gubi
Niejeden, efekty, skutki jak kręgi na wodzie
Poszerzają się codzień, ja tylko robię swoje
I tylko tęsknię głupi do jej miękkiej skóry
Patrzę bezsennie w sufit, ale sen nie cuci,
kurwa co jest!?


(bez)
(bezsens)
(bezcel)
(bez niej)
(bezsen)
(bezsenność)


Zamiast zegarka cyka hajhet, już po drugiej
Siadam zaczynam pisać bo i tak dziś nie usnę,
Spojrzenie nieufne, ciasne masy ludzkie
W mieście, tu gdzie znaleźć kąt swój trudniej
To jak grać w dziada w budce telefonicznej
Celem zdobyć te hajsy, niech płyną jak Jangcy.
Każdy tak patrzy i jebać skrupuły
Każdy marny pucybut chce fortuny.
Widzę w mroku wyrastające kontury miasta
Myślę o podróży, miasto nas zniewoliło,
Gdzieś tam Jezus z Rio obejmuje zachodzące słońce,
Które za parę godzin dotknie ulic
Rozpocznie który to już dzień w dzień toniemy w robocie,
Udając że to nie my gonimy w peletonie,
Rymy w telefonie, bezsenne nocne myśli
Cenie sobię te chwile jak żadne inne wiesz?
To takie dziwne...

No comments:

Post a Comment