Kot i Wróbelek
Fiolet to symbol poszukiwania, wolności i przestrzeni. Osoby lubiące fiolet cechuje zamiłowanie do piękna, powaga, odpowiedzialność, tajemniczość i intuicja. Kolor symbolizuje też rzeczy nadprzyrodzone, jasnowidzenie. Innym znaczeniem koloru fioletowego jest też doskonała miłość.
Right off the bat I want y'all to know
I'm even better than before.
We're in the 25th hour, its now or never
We gotta get it before its gone forever
Remember, in the end time waits for no man
Whats your plan?
(The time for looking back is done...)
If you 7.30 it mean you crazy
i nie boisz sie śmierci ani śmieci a nawet całkiem fajenie ich udajesz.
Serdeczna dedykacja dla wszystkich kozackich raperów, jesteście wzorem do naśladowania, szczytem kurwa wyrafinowania, widzę ich często, czasem słucham, lecz selektywnie, nieźle myślę, że raperzy to przepaleni egoiści, mitomani z nutą arogancji, czasem odrobinę racji z relacji relaksing respekt przy tym dla graczy, po Miku, Zibim, Bezoce, Cokim, Sawie i wielu innych drabina moich rozmyślań schodzi szczerze szczebel po szczebelku niżej, tam są Jeżyki, kopiisarze, gleby, kurweseny i durne przyśpiewki. Siebie nie zaliczam do ani jednych, ani drugich. Zawsze spadam na szczery rap i miałem dziewięć żyć (zostało siedem). Rzadko mruczę gdysz jestem wybredny. Łażę nocami i wtedy rozumiem, że ten świat jest moim snem, a moje sny rzeczywistością.
Wiesz kiedy zdajesz sobie sprawę że jesteś dobry, tak uparty gdy przy party do muru, to się dzieje wtedy gdy z zazdrości piszą o tobie zwrotki, mam tyle rymów i rozkmin ale nie rozumiem czemu ludzie gadają o tym jak żyję, co z tym tatuśkiem, nie mam ojca, urodziłem się w probówce, znaleźli mnie w kapuście. Opowiadam co nieico Frances przy porannej kawie. Patrzy na mnie i kiedy już mam odejść, woła. Odwracam się napięcie rośnie i słyszę: nie zadawaj pytań jeśli nie jesteś gotowy na odpowiedzi.
Jeszcze bez hd definition na soczewkach - i filmów o filmowcach amatorach terminatorach co za chora faza, kto wymyślił taki film, to musi być film, pojebany film - na Solihullu, upalny dzień, przez raybany nie widzę oczu, więc skupiam się na nogach, przechodzące młode piękności, według jakich kryteriów ocenić czy kończy na jest ładna, czy ludzie mają wbudowany w oprogramowanie estetyczny zmysł, który podpowiada, że takie, a nie inne zakrzywienie łydki jest kuszące? Potem idzie, a raczej kuśtyka dziadek z laską i chociaż nie widzę nic, widzę ten kontrast, piękna i brzydoty jak czysta brudna prawda. Dzisiaj tutaj nastał czas na rymowany bełkot ten kot to symbol, chyba jednak nie chciałbyś żeby ktoś położył ci na oczy obol, bo tyrasz jak robol morony naokoło więc hejtuje naokoło jak wszyscy. Tak to już jest, prawo dżungli i gadają osobie nawyzajem jak papugi jak się nudzi więc u ludzi trzeba fason mieć. Zachowywać się z kulturą i klasą. Ta. Mina i spina to od spida do tego dotykam dna, najgłębiej, tak? Podobno mogę dotknąć sedna, dotknąć serca, głębiej sięgać. Już raczej pomimo tego zderza się że jak ktoś się sadzi jest przesadzony, bo to fenomenomeloman od fejmowych pseudo gwiazd dystans lat świetlnych
Księżyc, pełnia wyprzedzam ich o eon neonowe lowelasy
Rzucam wam flejm gorętszy niż Neron na Rzym
Weź może włącz akordeon i żebraj do czapki po lajki
Sezonowe groteskowe modne pokraki
Moje kawałki odetną tlen ot waszych tchawic
Ot co moje flow może te twoje expert expose rozwalić
Poczuj haj jakiego nie dadzą dragi
Jakiego nie da Gabi
Wyżej niż Gagarin
Lub daj się zabić
Nawiń to, daj im flow
Dziś jest czas by wziąć was za karki kartki monitor piata rano zgon i co
(Dwunasta Rano)
Skoro już jesteście tutaj, za kulisami, gdzie widać od drugiej strony że kurtyna jest wyblakła, ma zacieki, nie ma dupeczek ale jest biurko, głośniki, mój burdel, kubki po kawie, kartki, pis(m)aki, płyty i książki, opowiem nieco o technice składania rymów. W powyższym tekście używam następującego patentu ® : sylaby w wersach powtarzają się naprzemiennie, w tym wypadku o-e-o-e i tak dalej, później jest rym kończący. Używam okazjonalnie takiego zagęszczenia rymów i z tego co wiem nikt wcześniej nie robił tego w ten sposób, a jedynie eksperymentowali z tą techniką Big Pun i 3w. Na głos brzmi to jak rymowana mozaika, powalający efekt. Gdzie ten jebany mikrofon... mam ze 32 wersy do nagrania. Jak któryś mi ten patent podpierdoli, zabiję. Odwiedzę w łóżku o 7:30 rano.
Chociaż nie, jest ktoś lepszy. Oto wersy Popka z Napadu na Bank: Podchodzę do kasy, kopytem celuję w pysk
i mówię habarala habarala hesk. Nie ma co. Popek jest królem rapu i składa pokurwione technicznie rymy, x razy lepsze Od reszty Grajków. Do tego nawija w trzech językach: po polsku, angielsku i albańsku. To chodzący monolog poligloty.
O wróbelku (...)
Numerologia, lekcja druga: zaczynam zauważać numer trzydzieści dwa na zagarach, telefonach, billboardach i autobusach. Mam tak przez ponad tydzień, od czwartku do niedzieli, lecz później wszystko wraca do stanu chwiejnej równowagi. Nadal jem byle co, palę jak smok, czasem władam nad stołem. Nadal żyję, a gdy freestyluje mają miny jakby 'to tak się da?'. To co siedzi we mnie jest chore. I dobre.
Skoro kluczowe numery-symbole mają swoje znacznie, logicznym wydaje się wniosek, że niektóre mają też swoje odwrotności. Dla przykładu: dom zamieszkiwany przez Kamila i kilka całkiem niezłych dziewuch nosił numer 63. A co z odwrotnością śmierci, numeru 37?
Fleszbek: jest niedziela i w doborowym gronie jedziemy do baru z bilardem i ping pongiem. Jest nas szóstka i to wydaje się właściwa liczba, tak samo jak skład wydaje się tym optymalnym, bo chociaż nie mówimy pewnych rzeczy na głos, mam przeczucie jakby elementy układanki zaskoczyły w całość. Dopiero później pojawia się myśl, że wszyscy z nas to romantycy/czki. Szczęśliwa czwórka i dwóch podłamanych.
W barze jest automat mierzący siłę w łapie (zwany gruchą, ja nie mogę pojąć czemu). Wyobrażam sobie scenkę w głowie i napierdalam. Za pierwszym razem wychodzi 737. Za drugim 730.
Fleszbek: Siedzimy, już w innym składzie, w kręgu, zieleń naturalnie chłodzi, choć trawa pamięta jeszcze upał sprzed kilku godzin. Powoli robi się ciemno. Spliff trafia w ręce Jacka, wariata z Lubina, a ten Odpala Gasnącego skręta, poprawia bejzbolówkę i już widać że jest jakaś wkręta.
Mówi: miałem te dwudziestki, całe pliki. Płaciłem za nie siedem piendziesion. Wszystko było: prasa, lanie wodą, matryce, nawet nieźle to szło ale później mieli skopać ogródek, a że im się nie chciało, znaleźli jakiś bezdomnych, lokalnych żulionerów i im kazali to zrobić. Zapłacili im tym banknotem, a potem jak robotę wykonali chcieli się napić, a wtedy ich capneli. Wyśpiewali wszystko a tamtych zamknęli na osiem lat za pezet.
Tacy biedni, tacy bezbronni, tacy bezdomni, Jacek bombi umysły wszystkim tą historią jak graf, a siedzimy w parku, na samym środku, nie chwal dnia przed zachodem słońca lecz ten akurat był niezły. Wracamy na tą ławkę co zawsze, jestem ślepy bo geesy były dobre a długi czas ich nie było, lecz kontaktuje na tyle żeby skumać że dostałem ksywę Andrzej, jak Silny z Wojny Polsko Ruskiej. Nawet Zet Ordynarnie Gada, Andrzej to, Andrzej tamto.. wyłaniam się zza okularów i mówię, że w takim razie chyba mamy dziś Andrzejki.
Wcześniej tego dnia pożyczam od Jacka dwie dychy, tym razem fioletowe. Szybko przeznaczam połowę na szczytne cele. W piątek okazuje się że nie dam rady oddać sumy, to będzie musiało poczekać do następnej wypłaty. Frances patrzy podejrzliwie czy mam obiecany dwutygodniowy rent i nie przejmuje się że zęby wbiję w ścianę. Franca czasem dość dobrze udaje zmarszczoną wiedźmę na skraju menopauzy.
W sobotę spotykam Jacka pod numerem pierwszym, w obskórnym pokoiku który niegdyś nazywałem własnym. Nie jest już tak miły jak wtedy. Gdy grasz w speed ponga, zwłaszcza pożyczoną paletką, nie należy zapominać o zasadach typu mów co i jak, że paletka będzie potrzebna jeszcze przez tydzień. A jednak jestem pijany i na haju i choć wiem że odjebałem, nie daje sobą pomiatać, kłócę się w samoobronie. Dołącza do niego Iwo (ma akurat okazję, a znielubił mnie za bezczelność no i jest hejterem, a szkoda, bo pewnie zna sporo historii) i nagle jest dwóch na jednego, a gdy w grę wchodzi ćpanie, to nie jest dobry układ. Bo kiedy już myslisz że uspokoiłeś jedno ego, drugi nakręca dym od nowa.
Dochodzimy do chwiejnego chmielnego porozumienia, więc czas na lustereczko powiedz przecie, kto dzisiaj lata na fecie, ciach bajera i schodzimy na dół.
Na dole melanż; młodszy Zet gada z Jankiem i Odbija Goude. Są dziś urodziny Huberta, razem z Klaudią stoją na ogródku. Pod wieloma względami są idealnym związkiem, przynajmniej w moim przekonaniu. Wiecie o co mi chodzi. Hubert jako pierwszy odpala blanta solenizanta, dookoła lata Chico aka Idefix, poczciwy kundel o niespożytej energii. Jego szanse na przeżycie tej nocy to mniej więcej pół na pół.
Czy powiedziałem idealny związek? Pojawia się kolejna para. Nazwijmy ich Pałulina i Krzyżniósł. On również ma urodziny, ale jego uśmiech bardziej przypomina grymas bólu, widać że wypił już sporo goryczy, o dwie lub trzy lufy za dużo. Ona zachowuje się swobodnie, pijana zdarza się że sama nie wie czego chcę, zgadza się? W tle jakaś nuta, palimy bucha, w powietrzu unoszą się ciężkie opary ztrawy, coś jak chmura, a gdyby spuściła deszcz byłby zatruty, pełen zarazków, trzeba uważać na mikroby, krążą i szukają ofiary a później można zachorować. A przecież jestem niemal czysty, chodzący antydotyk. I nie zderzaj się ze mną bo jeszcze dojdziesz.
Jestem już pijany więc towawszysko wydaje mi się jeśli nie naturalne, to co najmniej do przyjęcia. To jak u rodziny, a tej się nie wybiela. To już ten etap gdy każdy ma odrębną fazę, niektórych chwytają w swoje szpony szydera i dwuznaczność. Dodanie 'kurwa stary' albo 'kurwa człowieku' albo 'cipowiem' jako przecinek zawsze sprawia, że słuchacz nabiera uwagi i szacunku, prawda? Nie bawię się w to, znam zasady lecz je pierdole, jestem poza tą gierką. Na studiach ludzie byli inni, o wiele bardziej miękcy, ale kulturalni, umieli się wypowiedzieć, albo chociaż cisnąć z większą finezją. Nie dziw się że traktuję cię zimno jeśli nie umiesz wznieść się ponad złośliwość. Też nie jestem bez winy, ale jeśli ktoś jest niewinny, niech pierwszy wypluje kamień. Cierpliwości, cipo?wiem że czas ci pokaże kto jest kim.
Fleszbek: niedziela, powrót z baru, mówię że zaczynam ostatnio dostrzegać wokół same dwuznaczności i sugestię, jakbym jasno widział myśli innych ludzi. Hubert pyta skąd się to wzięło. Mówię że po prostu wskakuję na kolejny level. Na co młodszy Zet mówi że cipowiem że nawet Mario Bros mógłby cię przeskoczyć. Fajna metafora. Hubert pyta, czy czasem nie zjadłem za dużo grzybków? Na co odpieram że nie lubię much, humorów, ani muchomorów, ani sromotników i tak dalej.
Na kaca oglądam Donniego Darko. Dobre, mroczne kino, film opowiada o schizofrenicznym dzieciaku-lekomanie, który od czasu do czasu widzi wymyślonego przyjaciela, dwumetrowego królika o imieniu Frank. Pewnego dnia królik oznajmia, że do końca świata zostało dwadzieścia osiem dni... i wszystko będzie jasne, róże czy jednak chryzantemy, porywająca idea, nie sądzisz?
Ja nie sądze ani nie oceniam, jestem tylko narratorem. Choć neutralny narrator to paradoks, bo opisując wydarzenia, mam wpływ na przyszłe wydarzenia. Nieważne. Dzięki temu nie mam chwilowo ochoty na zażycie całej szafki depresantów.
Zamierzam opublikować ten tekst dopiero jak już dostanę nagrania od Biegana. Żebyś wiedział że punktuje tak jak wy mnie. Prawo dżungli.
Albo jebać to. Cierpliwość nagranicę. Co było a nie jest.
I tak siedzę na tej ławce, odciety od świata za wyjątkiem sygnałów kaszlo-dźwięko-naśladowczych i czekam na busa. I na cud.
I tak tylko sobie myślę o zwrotce którą napisałem bo nie spałem.
I do roboty.
No comments:
Post a Comment