Monday, 15 September 2014

Rymy

Miewam brudne myśli jak Pyskaty
Ten rap zostawia stygmaty
Przez różne pryzmaty postrzegamy rzeczywistość
A chcemy tylko lepszego życia liznąć
Nie zabłysnąć,a wyjść stąd, prysnąć, zniknąć dać myślom które komplikują wszystko
Choćbyś się starał i stawał na głowie jak B-boy
Wolę czuć luz jak Arab zjarać tego ponad kilo
Więc je muszę wyciąć dziś, likwiduje fifką i nie dbam jak Hinol
Wybór między ciszą a hiphop, pisząc szybko
Bez czasu na wątpliwość poddaje się filmom kreowanym znikąd
Jak Nikon rejestruje tysiąc obrazów, dźwięków,
Kołysząc pod bit on sprawia że przysiąc mógłbym
Ze rymów mam dziś milion
Dwadzieścia jeden lat
Dwadzieścia jeden gram
Dwadzieścia jeden spraw i kart jak w Blackjacku fart
Na ten świat wyjebane
Choć nie zawsze tak miałem
Ale spoko
Zorana bania, pomaga balans odwaga i rozwaga, odłączony od stada
Przygwożdzony do kanapy, jointy i rapy
To weszło w nawyk, stary
Mam moc żeby zdobyć to czego pragnę, na spokojnie
Własny flow co słabym emce robi tracheotomie
W twój łeb trajektorię jak pocisk
Wysoki lot jak Boeing, boisz się prawdy
Gdy ona cię wyzwoli, dwoisz troisz
Te głupoty jak ja rymy, kto dziś godzinami płodzi rym
Co zrobi to co Bisz, na fonii poligon i otworzy oczy jak dobry koks i
Otworzy wam głowy podstępem jak konik z Troi
Rym co goni na Olimp, nie Olis
Dajcie doić weekendowemu alkoholikowi
No i wolę jak Pono, robić rap a nie pierdolić...
(homie)


Chemia

Po pierwsze, to będzie lubiła palić jointy
Rap i książki, i nie wychodzić spod kołdry
Oby to nie była żadna gansta wife
Co się jara ma-rzeniem by Busta Rhymes
Ją zabrał na backstage
Gdzie będzie hapać za wejście
Tak na serio, będzie
Stąpać lekko po ziemi
Wdzięk i gracja
I będę czuł to przyciąganie jak grawitacja
Będzie jak azyl, stacja, bezpieczna przystań
Niższa może pół głowy, pachnące włosy, oczy
Przed którymi można się otworzyć
Chyba za dużo myslę o tym...
Oby to było coś tylko dla nas, chemia
Nie jak kwasy i zasady
Co się zmienia w zdrady i brak wiary
Chemia, nie jak wysypany z samary wspomagany godowy nawyk, szmaty
Gotowy na ten dzień już chyba
A tym-czasem ziomek podaje spliffa, patrzy dziwnie
Ej, sorry, wiesz się zamyśliłem...

No comments:

Post a Comment