Wednesday, 13 August 2014

zwrota




Naładowany jak strzelba, szybciej niż jedna Wenta
Wjeżdżam w pejzaż tej całej rap sceny, zjadanej w trzewiach od gangreny
Sam kiedyś patrzyłem zajarany na rap klipy jak na czary
Na samary szedł hajs, na rapy czas
Myślałem wtedy że jeśli tej gry zasady poznam
Błędy wady od razu znikną jak skręty, lole, co smole jak najęty
Dziś, chociaż wiem, że rap nie powie mi którędy iść, sny ziścić
To oprócz whisky i rizli zostały mi bit i skillsy
I od techniki po tricki w bity wnikliwie wbite linijki
Myślisz że jestem nikim dziś, z zewnątrz, że żyję czyimś życiem
Bo pierdole splendor a mój rap to niszczyciel?
Wybicie się dziś, czy wypicie trzech piw na kaca
To dylemat między zrób pajaca z siebie a niezależnie rób tak jak ma być
Wciąż nie wiem jak mam żyć
Jak patrzyć w przyszłość, nie zniknąć bez śladu
Jak patrzyć na gwiazdy, tam wysoko u góry
Nie ich odbicie w kałuży
Mieć hajs na ruchy a nie żeby nadużywać życia, używek, picia
Ty, kiedy masz hajs to go lubisz wydać
A kiedy go brak to dusi jak strzyga
Widać często po nas, że lubimy skuna w bletkach
Do tego słychać manię słów na pętlach
Kurwa, gdzieś mam twój na ten rap pogląd
Gdy tu najebka kosztuje mnie sporo sił
Follow me, nie po high-life
Raczej nine-to-five, co funduje ten rap-time
Bazgram dalej choć nie mam dziewięciu żyć
Pięć zdarza się bić ostatnio rzadziej ale zawsze
Pozwól że odkryję kartę, jedną z wielu, pół żartem
Pił serio i chyba mam problem
Bo niby mam już być dorosły a nie dorosłem...

No comments:

Post a Comment