Naładowany jak strzelba, szybciej niż jedna Wenta
Wjeżdżam w pejzaż tej całej rap
sceny, zjadanej w trzewiach od gangreny
Sam kiedyś patrzyłem zajarany na rap
klipy jak na czary
Na samary szedł hajs, na rapy czas
Myślałem wtedy że jeśli tej gry
zasady poznam
Błędy wady od razu znikną jak
skręty, lole, co smole jak najęty
Dziś, chociaż wiem, że rap nie powie
mi którędy iść, sny ziścić
To oprócz whisky i rizli zostały
mi bit i skillsy
I od techniki po tricki w bity
wnikliwie wbite linijki
Myślisz że jestem nikim dziś, z
zewnątrz, że żyję czyimś życiem
Bo pierdole splendor a mój rap
to niszczyciel?
Wybicie się dziś, czy wypicie trzech
piw na kaca
To dylemat między zrób pajaca z
siebie a niezależnie rób tak jak ma być
Wciąż nie wiem jak mam żyć
Jak patrzyć w przyszłość, nie
zniknąć bez śladu
Jak patrzyć na gwiazdy, tam wysoko u
góry
Nie ich odbicie w kałuży
Mieć hajs na ruchy a nie żeby
nadużywać życia, używek, picia
Ty, kiedy masz hajs to go lubisz wydać
A kiedy go brak to dusi jak strzyga
Widać często po nas, że lubimy skuna
w bletkach
Do tego słychać manię słów
na pętlach
Kurwa, gdzieś mam twój na ten
rap pogląd
Gdy tu najebka kosztuje mnie sporo sił
Follow me, nie po high-life
Raczej nine-to-five, co funduje ten
rap-time
Bazgram dalej choć nie mam dziewięciu
żyć
Pięć zdarza się bić ostatnio
rzadziej ale zawsze
Pozwól że odkryję kartę,
jedną z wielu, pół żartem
Pił serio i chyba mam problem
Bo niby mam już być dorosły a nie
dorosłem...
No comments:
Post a Comment