Thursday, 29 May 2014

Porozmawiajmy o głodzie

Porozmawiajmy o głodzie


'Każdy chce i musi żreć, ale
Nie każdy ma do tego talent
Umiar, niejeden zgłupiał, wcale
Już o nim nie pamiętam ty o nim nie pamiętasz...'

Onar: Apetyt


Nie odbieram telefonów z zastrzeżonych numerów. Unikam podawania moich danych, a w razie potrzeby lekko przekręcam nazwisko, tak że brzmi ono xxy a nie xyy. Angole łatwo się nabierają, dla nich polskie polskie głoski to łamigłówka porównywalna z sudoku. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi którzy wiedzą gdzie mieszkam, w razie czego do dyspozycji mam kilka adresów i kodów pocztowych. Nie zostawiam śladów w sieci które mogłyby zostać wykorzystane przez niepowołane osoby, nie lubię zdjęć ani portali społecznościowych, chociaż to moje najlepsze dni, a moi rówieśnicy prześcigają się w nachalnej promocji samych siebie.

Skąd te wszystkie środki ostrożności? Paranoja? Fobia skierowana przeciwko systemowi? Czy może po prostu działanie zapobiegawcze? Rok pański 2014 zacząłem od zapobiegnięcia zapłaty za dwa mandaty, w wysokości 500 złotych i 400 funtów. Ten drugi to dowód na to że niektórzy ludzie nie powinni tykać większych procentów. Zaczęło się od spotkania w znajomym gronie i sushi zakrapianym wódką. Rzecz odbywała się w apartamencie na dziewiątym piętrze majestatycznego wieżowca w centrum miasta, wśród bananowego towarzystwa. Nawet to lubiłem, wiecie, udawać że jestem jednym z nich, że miałem normalną rodzinę i start lepszy niż większość. Poza tym byli inteligentni i dało się z nimi porozmawiać, przynajmniej na neutralnym gruncie.

W każdym razie była tam również K. , dziewczyna z z Krakowa, dziewczyna z Klasą i Karierą na wyciągnięcie ręki. Oczarowała mnie swoimi włosami; Kruczoczarne lśniące loki , których wielu chciało dotknąć, lub zobaczyć jak wyglądają rozsypane na poduszce. Tak, w głowie Sapkowskiego, musiała wyglądać Yennefer. Ja z kolei o zrobiłem wrażenie głosem, głosem który odkryłem w tamtych dniach na nowo jako instrument. Nie mogła wiedzieć że jego barwa była efektem wielogodzinnych sesji freestylowych i przepalonego gardła. Ja z kolei nie wiedziałem wtedy że lubi zabawy z czarnymi, więc wszystko było w porządku. Między nami iskrzyło przez całą wiosnę i zbliżaliśmy się do siebie małymi kroczkami, bez pośpiechu. Ale potem przyszła wódka i kompromitacja jakiej nigdy sobie nie wybaczę. Mam zadziwiający talent do odrzucania od siebie ludzi na których mi zależy. Dość powiedzieć że już nigdy nie zjem sushi.

Wracając nad ranem, upokorzony i wściekły jak byk na corridzie, przyszedł mi do głowy pewien głupi pomysł. Głos małego diabełka nad lewym uchem szeptał, że musisz jakoś zmazać tą plamę, musisz COŚ zrobić. W prawym uchu słychać było jedynie piszczenie, aniołek zawsze miał słabą głowę, poszedł spać gdzieś w połowie butelki. Wtedy zacisnąłem pięść i przyjebałem w lusterko auta po mojej lewej. Zawisło na kilku kablach i kawałkach plastiku i oto, panowie i panie, zdarzył się CUD, bo chociaż ręka pulsowała, wspomnienia zaczęły blaknąć. Ulica była całkowicie pusta.

Nie wiem ilu niefortunnych posiadaczy samochodów zaparkowanych przy krawężniku znalazło swoje wozy bez lusterka, ale musiało być ich więcej niż dwadzieścia, może pięćdziesiąt. Zabawa była przednia; nawet nie zdajecie sobie sprawy ile frajdy może dać zwykły akt demolki. Zabawa była przednia dopóki nie obudziłem się rano, z bólem głowy i suszą w gębie, na niebieskiej pryczy w małym pokoiku bez okien, za to z kiblem i klapą w drzwiach, przez która podano mi kawę i batonika. Na szczęście skargę wniósł jedynie ciapaty, który ze swoją grupką złapał mnie pod koniec pierwszego kilometra 'sztafety' i cierpliwie czekał na przybycie radiowozu. I choć drogo wycenił uszkodzenia w swoim srebrnym BMW, to mogło być gorzej. O wiele gorzej.

Zapobiegawczo nie myślę o tej sytuacji zbyt wiele. Na początku roku minął termin spłaty i mam nadzieję, że sąd regionalny również nie zaprząta sobie mną głowy. Zapobiegawczo nie wiedzą gdzie szukać.

Dziewięciomiesięcznego pobytu w akademiku nie wspominam ze szczególną sympatią, chociaż były i lepsze momenty. Nie wspominam zwłaszcza sumy półtorej tysiąca funtów, która została do zapłacenia Kilka dni temu uczelnia przekazała sprawę firmie windykacyjnej. Tak więc zapobiegawczo ostrzegam; jeśli przestanę zamieszczać posty, nie musi to oznaczać, że nie żyję, ani że znudziło mi się pisanie (nigdy!). Mogłoby to być rezultatem wizyty smutnych panów w szarych, lub niebieskich krawatach, którzy co popadnie. O ile znajdą drogę.

Kto jeśli nie oni mógłby mógłby mnie odwiedzić? Kolejni na liście są przedstawiciele banku, gdzie nastąpił podręcznikowy wręcz przypadek zalania konta. W efekcie debet, o włos od niebezpiecznej granicy czterech cyfr. Wszystko to poszło przez pewne mroczne dwa tygodnie gdy znalazłem dom i skończyłem ze spaniem byle gdzie. Poszło na ruletkę, alkohol i narkotyki. Mógłbym wymieniać dalej: czesne za zmarnowane dwa lata, czynsz za mieszkanie, dług w monopolowym – mamy u nas sklep gdzie można brać towar na zeszyt, Zeszyt ów zawiera setki historii ludzkich dramatów spisanych cyframi, a stron ma więcej niż Biblia. .

Nie zrozumcie mnie źle; mam gdzieś te pieniądze. Mam lekką rękę; kiedy w kieszeni są papierki, rzucam nimi na prawo i lewo, jakby były niczym. Zresztą, kto z was jest bez grzechu niech rzuci kamieniem. Byle nie w lusterko. Ale dlaczego o tym pisze? Ta przydługawa dygresja prowadzi do wniosku, myśli przewodniej, towarzyszącej momentom kiedy sinusoida raptownie skręca w dół a źródełko się wyczerpuje. Chodzi o głód.

Człowiek z natury jest nienasycony. Rodzimy się głodni i umieramy nienasyceni. Już pierwszy krzyk niemowlęcia jest wołaniem, żądaniem, o przywrócenie ciepła i płynącego pożywienia. Mleko matki zaspokaja nas na chwilę i przygotowuje na etap życia w którym wciąż bierzemy; tak nakazuje nam instynkt, wola przetrwania i środowisko. Ta ciekawość, pierwotny głód świata napędza cywilizację.

Usiądź wygodnie i uruchom wyobraźnię:

Młody chłopak z ogoloną głową, tatuażem schowanym gdzieś pod bluzą, na ręce, karku lub na piersi. Zaprawiony procentami, chociaż samo to nie syci go, nie jest przedmiotem pożądania. Razem z podobnymi sobie krąży po ulicach, lubi puby, ronda i skupiska ludzi. Szuka szczęścia w roztrzaskanych pięściach, szuka okazji aby udowodnić że jest mężczyzną, że się nie boi, że jest twardy i potrafi coś zrobić dobrze, prowadzony przez instynkt i gorącą krew, tak jak jego ojciec, dziadek i przodkowie od niepamiętnych czasów. Zanim został mężczyzną był świadkiem przemocy w domu i to go zahartowało. Teraz jej pożąda, teraz to on jest myśliwym. Jest głodny.

Inny w tym czasie siedzi w domu i bladą twarz oświetla światło ekranu. Ma na twarzy resztki nastoletniego trądziku, a właściwie nie resztki, a poszarpane, zadrapane blizny. Oczy nieruchome, zafascynowane, zahipnotyzowane, choć opuchnięte od wysiłku i braku snu. Nie ma pracy, dziewczyny ani auta, a rodzice, śpiący za ścianą, podświadomie nim gardzą. Widzi czasem tą pogardę w ledwo uchwytnych grymasach twarzy, słyszy w końcówkach zdań pełnych pretensji, śni o niej, ale nie pamięta tych snów po przebudzeniu. Budzi się zwykle koło czternastej, czasem, zwłaszcza w zimowe dni, już po zachodzie słońca. Rzadko wychodzi z domu i nie jest mu to potrzebne, świat zewnętrzny zastępuje sieć. Nienawidzi kobiet za odrzucenie, boi się ich, a seks zastępują filmy, im bardziej szokujące tym lepsze. W nocy zaczyna czuć że żyje naprawdę, pod inną tożsamością, czy to na czatach, czy jako postać w grze (te przechodzi nałogowo po kilka razy aby odkryć wszystko co się da). Jest nieuleczalnie upośledzony emocjonalnie, ale gdy jest online ma namiastkę szczęścia. I jest głodny.

Ona również dużo siedzi w domu, dużo śpi i w ciągu dnia, kiedy jego nie ma, nie ma zbyt wiele do roboty. Zakupy, obiad, który przyrządza najlepiej jak potrafi (czyli średnio), myśli nad podszkoleniem angielskiego aby być bardziej niezależna. Myśli o swoim facecie, którego kocha a jednocześnie się go boi. Wczoraj znów miał ten niebezpieczny błysk w oku kiedy wrócił, a kiedy okazało się, że niechcący wyrzuciła papierosy do śmieci sprzątając jego rzeczy, wpadł w szał. Wyrzucił śmietnik na drugą stronę i zrobił jej awanturę, straszną i bolesną. Nie bije jej już, odkąd nie mieszkają tylko we dwoje i jest wdzięczna nawet za to, ale słowa czasem bywają gorsze. Kazał jej się nie zbliżać, bo przypierdoli. Za dnia on pracuje przez prawie dwanaście godzin, a kiedy zbliża się pora, późny wieczór, ona czasem czeka przy okienku przy drzwiach frontowych i wypatruje go, jak żona żołnierza po wojnie. Pojechała za nim aż tutaj, do dalekiej Anglii, gdzie nie ma znajomych i jest samotna. W końcu wraca i dziś jest normalny, dzięki Bogu za to, a ona niezaspokojona. Później lądują w łóżku i już wszystko jest dobrze, tak bardzo pragnie tego uczucia i jego obecności. Jest głodna.

Kolejna ona za to nie wierzy w miłość, nie wie co to. Jest przecież młoda i ładna, a w tym wieku jest tylko ruchanie. Została kobietą pełną gębą (dosłownie) w wieku trzynastu lat, na tylnim siedzeniu Mazdy, gdzieś na parkingu w zapominanej przez Boga norze. Dziś za to ma małe mieszkanie niedaleko centrum, ciasne ale własne, stać ją by się ubrać (a raczej rozebrać) w najlepsze ciuchy, koronkową bieliznę, biżuterię i perfumy. Daje dupy tylko bogatym klientom, ma na to radar, szósty zmysł, wie czym różni się prawdziwy Rolex od podróbki, wie że marka telefonu powie jej więcej niż wygląd, spodnie i buty. Nie patrzy ludziom w oczy, ale uwielbia łóżkowe jujitsu, zna się na tym sporcie, jest dla nich matką, żoną, kochanką i dziwką. Femme Fatale o niewinnej buzi i bardzo winnych myślach. Dziś jednak coś się zmieniło, nie wie jeszcze że ten dzień jest początkiem końca. Jej cera wydaje się mieć niewidoczny wcześniej odcień szarości, a na poduszce znalazła długi złocisty włos. Ten włos wypełnia jej myśli podczas gdy gdzieś tam niżej wypełnia ją stały klient, żonaty od dwudziestu lat gość w średnim wieku. Mimo to lubi to. Jest głodna.

On widzi świat nie takim jakim chciałby go widzieć. Zna na wylot narkotyki i hazard, można powiedzieć że jest koneserem. Kiedyś, gdzieś, gdy miał jeszcze czas się wycofać, handlował crackiem i wylądował w pierdlu, gdzie nauczył się paru sztuczek. Ogrywa znajomych w karty, czasem pójdzie na maszyny z garścią drobnych i zdarza mu się wyjść ze stówą w kieszeni. Potrafi naprawić większość sprzętów własnymi sposobami, jak McGyver. Mógłby być kimś więcej, ale czasem czuje że jego ciało, zarówno głowa jak i reszta komórek, nie są jego. Są tylko naczyniem w które wlewa czystą, nieposkromioną przyjemność. To po prostu zbyt dobre aby się temu oprzeć. Alkohol, jointy, kodeina, tabletki, ecstasy, halucynogeny, nawet kokaina i mefedron; wszystkie są dobre na swój sposób, pozwalają mu miło spędzić czas kiedy jest wśród ludzi, ale są tylko substytutem dla tego jednego. Gdy znika bez słowa jego znajomi wiedzą, to rozchodzi się pocztą pantoflową. Jest szczęśliwy, nie może bez niej żyć. A kiedy sprawy zaczynają się sypać i zaczyna brakować, przechodzi piekło na które spuścimy zasłonę milczenia. Później zaczyna się tułaczka, z kanapy na kanapę, z hostelu do hostelu, od oszustwa do oszustwa, od próśb do błagania. I głód, wielki, nieposkromiony, rozpaczliwy głód.

Wymyśliłbym również przykłady pozostałych rodzajów głodu: tego najprostszego, głodu władzy, sławy i luksusu, ale już mi się nie chce. Zamiast tego skupmy się na głodzie twórczym, bo jest najdziwniejszy. Jestem wiecznie spragniony artystycznej formy, opowiedzianej historii, czy to w formie filmu, książki, muzyki, rozmowy. Wiem że tacy jak ja istnieją, ale jak na razie nie miałem szczęścia spotkać twórcy, który nie raziłby w oczy zarozumiałością, snobizmem i samozachwytem. Szkoda. Tak czy siak, jestem głodny, trzeba zrobić jakiś obiad.


P.S. Zbaczając z tematu, chciałbym serdecznie polecić kilka książek które przerobiłem ostatnimi czasy:

Stephen King: Doctor Sleep (Doktor Śmierć): Nie było mi dane ujrzeć polskiego tłumaczenia, ale King w oryginale to królewska uczta. Poznajemy historię niejakiego Danny'ego Torrance'a, którego fani mogą pamiętać zarówno z kart powieści jak i filmu. Dan próbuje rozliczyć się z przeszłością, zarówno z tym co wydarzyło się w hotelu Panorama, jak i własnym alkoholizmie, odziedziczonym po ojcu. Napotyka na swojej drodze dziewczynkę, która, podobnie jak on, jest obdarzona Lśnieniem. Na dziewczynkę poluje grupa telepatycznych wampirów, żywiących się tym niezwykłym talentem. To historia wielowymiarowa i wielowątkowa, opowiedziana z polotem i rozmachem typowym dla Mistrza Horroru. Mamy tutaj lekcję na temat pokuty, demonów przeszłości, ulgi w cierpieniu, jak i wartości prawdziwej przyjaźni. Choć, jak to często bywa z sequelami, książka nie dorównuje Lśnieniu pod względem napięcia i spójności, to nadal jest to kawał dobrej lektury.

Monika Piątkowska: Nikczemne Historie: Nie bardzo wiem jak zabrać się do opisania tego zbioru opowiadań. Nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać, a otrzymałem dzieło autorki, która jak mało kto zna ludzką naturę i potrafi rozpisywać się o psychice bohaterów na kilka stron, przy czym czyta się to zapartym tchem. Najdziwniejsze jest to że w tych nikczemnych opowieściach nie dzieje się zbyt wiele, ot, po prostu dostajemy zagadkową postać która jest odkrywana, najczęściej przez detektywa, biografa, przyjaciela, dziennikarza lub po prostu osobę trzecią, aż do makabrycznego finału. Niepokojąco wiarygodna i pociągająca, tak określiłbym zbrodnię opisaną przez Piątkowską. Chcę więcej.

No comments:

Post a Comment