Jest pierwsza trzydzieści w nocy, to
znaczy jeszcze w nocy, ale jeszcze nie nad ranem. To magiczna
godzina. To czas kiedy sprawy błahe odchodzą na drugi plan,
rozmywają się i tracą ostrość, a myśli nabierają wyrazistej
formy i treści, jakby dojrzewały w świetle słońca i teraz
dopiero były gotowe do wydania owoców. To czas kiedy ulice są
puste a przypadkowym wędrowcom towarzyszy tylko blask latarni,
migoczące sklepowe witryny i rzadkie błyski reflektorów.
Jeśli miasto to organizm, ulice to jego arterie i żyły,
zanieczyszczone przez szaleńców, sztajmesów, pijaków,
ćpunów i dziwki. To godzina kiedy wystarczy zatrzymać się,
stanąć w ciszy i nasłuchiwać, nasłuchiwać odgłosów z
innego świata i nie mam tu na myśli wirtualnej rzeczywistości. To
świat podświadomie skrywanych lęków, trupów które
wychodzą z szafy, marzeń i koszmarów.
To czas kiedy odbywałem najlepsze
rozmowy w moim życiu. Niestety nie dziś, dziś ciężar samotności
jest nie do zniesienia, a świadomość że gdy słońce wstanie
czeka mnie kolejny dzień pozbawiony sensu, logiki, perspektyw i
miłości sprawia, że mam ochotę zasnąć i już nigdy się nie
obudzić.
Sięgam pamięcią do wydarzeń sprzed
roku, półtorej. Byłem wspaniale zapowiadającym się
studentem fizyki i filozofii na jednej z prestiżowych angielskich
uczelni. Po wyjeździe z Birmingham przez pierwszy rok byłem
uzależniony psychicznie od marihuany, ale powoli pozbywałem się
demonów przeszłości. To nie próba usprawiedliwienia
tamtych czasów, byłem gnojem który nie wiedział co to
życie, ale miał szansę zostać kimś. Podobnie jak mój
ojciec, który studiował matematykę we Wrocławiu zanim
zaczął pić, a stopnie poleciały w dół, podobnie jak
kariera młodego egoisty-hedonisty, który miał już na koncie
osiemnastoletnią żonę spodziewającą się dziecka. W moim
przypadku zaczęło się od jointów, ale kiedy butelka już
przyszła, była jak stary przyjaciel, przewidywalny i znany od
podszewki. Czasami myślę że jesteśmy skazani na powtarzanie
błędów swoich rodziców, biernymi obserwatorami
rzeczywistości, w której moc sprawczą mają geny i
środowisko. Ta myśl mnie przeraża.
Rachel przeczuwała co się wydarzy,
ale, trzeba jej to przyznać, wierzyła do końca. Powiedziała
kiedyś, że chciałaby aby nasze dzieci miały jej oczy. Była
długonogą brunetką o przeciętnej urodzie, niskiej samoocenie i
nieprzeciętnej ciekawości wobec świata. Nigdy jej nie kochałem i
zacząłem odcinać w miarę jak rosła lista nieobecności na
wykładach i starta papierów które nigdy nie miały
zostać przeczytane. Zamiast tego powstawała inna starta,
niedopałków i tekstów które nigdy nie miały
wydostać się z szuflady na światło dzienne.
Druga trzydzieści. Robi się nieco
autobiograficznie, ale zostawmy na moment wątek nieuniknionej
spirali prowadzącej na dno i przejdźmy do kwestii organizacyjnej.
Trafiłeś, drogi czytelniku, bądź czytelniczko, na bloga, którego
historia zaczyna się od środka a z czasem rozszerzy się aby objąć
też początek i zakończenie. Nie jest to blog literacki w ścisłym
tego słowa znaczeniu, chociaż o literaturze jeszcze porozmawiamy,
Nie jest to pamiętnik, rachunek sumienia ani spowiedź, choć
elementy każdego ujawnią się z czasem.
Zastrzegam sobie pełną anonimowość,
a jeśli znasz moje prawdziwe imię, proszę o milczenie. Zamierzam
zamieszczać tutaj swoje przemyślenia, opowiadania, zarówno
fikcyjne jak i oparte na faktach, oraz rymy. Rymy właśnie, bo nie
nazwę tego poezją, daję tylko teksty do bitów.
Piszę, bo to jedna z niewielu rzeczy
które potrafię robić, która utrzymuje mnie przy
zdrowych zmysłach. Człowiek potrzebuje pasji, odskoczni, nie
obchodzi mnie czy są to książki, sport, muzyka, czy wciąganie
makaronu nosem,. Ludzie pozbawieni tej cząstki inspirującej zabawy
są strasznie nudni.
Magiczne okienko powoli się zamyka,
za półtorej godziny pojawią się pierwsze auta a nocna
wegetacja ustąpi miejsca pielgrzymce automatów zmierzających
do roboty. Zmęczone, mętne oczy, ciężkie, robocze buty i
stygnąca kołdra, jeszcze ciepła od rozmarzonych, nie do końca
ukształtowanych pragnień, jakie tkwią w nas wszystkich. Ktoś
kiedyś powiedział, że możesz odebrać komuś życie, ale nie
złamiesz go dopóki nie odbierzesz mu marzeń. Marzyciele tego
świata łączcie się, aby nie dać się złamać. Czego sobie i wam
życzę.
No comments:
Post a Comment