Tuesday, 27 May 2014

...cos sie zaczyna

Jest pierwsza trzydzieści w nocy, to znaczy jeszcze w nocy, ale jeszcze nie nad ranem. To magiczna godzina. To czas kiedy sprawy błahe odchodzą na drugi plan, rozmywają się i tracą ostrość, a myśli nabierają wyrazistej formy i treści, jakby dojrzewały w świetle słońca i teraz dopiero były gotowe do wydania owoców. To czas kiedy ulice są puste a przypadkowym wędrowcom towarzyszy tylko blask latarni, migoczące sklepowe witryny i rzadkie błyski reflektorów. Jeśli miasto to organizm, ulice to jego arterie i żyły, zanieczyszczone przez szaleńców, sztajmesów, pijaków, ćpunów i dziwki. To godzina kiedy wystarczy zatrzymać się, stanąć w ciszy i nasłuchiwać, nasłuchiwać odgłosów z innego świata i nie mam tu na myśli wirtualnej rzeczywistości. To świat podświadomie skrywanych lęków, trupów które wychodzą z szafy, marzeń i koszmarów.

To czas kiedy odbywałem najlepsze rozmowy w moim życiu. Niestety nie dziś, dziś ciężar samotności jest nie do zniesienia, a świadomość że gdy słońce wstanie czeka mnie kolejny dzień pozbawiony sensu, logiki, perspektyw i miłości sprawia, że mam ochotę zasnąć i już nigdy się nie obudzić.

Sięgam pamięcią do wydarzeń sprzed roku, półtorej. Byłem wspaniale zapowiadającym się studentem fizyki i filozofii na jednej z prestiżowych angielskich uczelni. Po wyjeździe z Birmingham przez pierwszy rok byłem uzależniony psychicznie od marihuany, ale powoli pozbywałem się demonów przeszłości. To nie próba usprawiedliwienia tamtych czasów, byłem gnojem który nie wiedział co to życie, ale miał szansę zostać kimś. Podobnie jak mój ojciec, który studiował matematykę we Wrocławiu zanim zaczął pić, a stopnie poleciały w dół, podobnie jak kariera młodego egoisty-hedonisty, który miał już na koncie osiemnastoletnią żonę spodziewającą się dziecka. W moim przypadku zaczęło się od jointów, ale kiedy butelka już przyszła, była jak stary przyjaciel, przewidywalny i znany od podszewki. Czasami myślę że jesteśmy skazani na powtarzanie błędów swoich rodziców, biernymi obserwatorami rzeczywistości, w której moc sprawczą mają geny i środowisko. Ta myśl mnie przeraża.

Rachel przeczuwała co się wydarzy, ale, trzeba jej to przyznać, wierzyła do końca. Powiedziała kiedyś, że chciałaby aby nasze dzieci miały jej oczy. Była długonogą brunetką o przeciętnej urodzie, niskiej samoocenie i nieprzeciętnej ciekawości wobec świata. Nigdy jej nie kochałem i zacząłem odcinać w miarę jak rosła lista nieobecności na wykładach i starta papierów które nigdy nie miały zostać przeczytane. Zamiast tego powstawała inna starta, niedopałków i tekstów które nigdy nie miały wydostać się z szuflady na światło dzienne.

Druga trzydzieści. Robi się nieco autobiograficznie, ale zostawmy na moment wątek nieuniknionej spirali prowadzącej na dno i przejdźmy do kwestii organizacyjnej. Trafiłeś, drogi czytelniku, bądź czytelniczko, na bloga, którego historia zaczyna się od środka a z czasem rozszerzy się aby objąć też początek i zakończenie. Nie jest to blog literacki w ścisłym tego słowa znaczeniu, chociaż o literaturze jeszcze porozmawiamy, Nie jest to pamiętnik, rachunek sumienia ani spowiedź, choć elementy każdego ujawnią się z czasem.

Zastrzegam sobie pełną anonimowość, a jeśli znasz moje prawdziwe imię, proszę o milczenie. Zamierzam zamieszczać tutaj swoje przemyślenia, opowiadania, zarówno fikcyjne jak i oparte na faktach, oraz rymy. Rymy właśnie, bo nie nazwę tego poezją, daję tylko teksty do bitów.

Piszę, bo to jedna z niewielu rzeczy które potrafię robić, która utrzymuje mnie przy zdrowych zmysłach. Człowiek potrzebuje pasji, odskoczni, nie obchodzi mnie czy są to książki, sport, muzyka, czy wciąganie makaronu nosem,. Ludzie pozbawieni tej cząstki inspirującej zabawy są strasznie nudni.

Magiczne okienko powoli się zamyka, za półtorej godziny pojawią się pierwsze auta a nocna wegetacja ustąpi miejsca pielgrzymce automatów zmierzających do roboty. Zmęczone, mętne oczy, ciężkie, robocze buty i stygnąca kołdra, jeszcze ciepła od rozmarzonych, nie do końca ukształtowanych pragnień, jakie tkwią w nas wszystkich. Ktoś kiedyś powiedział, że możesz odebrać komuś życie, ale nie złamiesz go dopóki nie odbierzesz mu marzeń. Marzyciele tego świata łączcie się, aby nie dać się złamać. Czego sobie i wam życzę.

No comments:

Post a Comment